
Z BOŻEJ ŁASKI TOMASZ | JOANNA MARCJANNA![]()
Powroty do przeszłości mają nieraz zaskakujący wymiar. Nie polegają tylko na odcinaniu kuponów z czasów minionych – kiedy z rozrzewnieniem wracamy do momentów, które z obecnej perspektywy wydają nam się zwyczajnie lepsze, bardziej beztroskie. Niezależnie od obecnego etapu w życiu, ten poprzedni jawi się w znacznie cieplejszych barwach.
Po spalonych dwóch el-emach pod kolorowym korpo zaszywam się w kąciku kreatywnym, gdzie znów mogę, celem odświeżenia umysłu, przelać swędzące frustracje, korzystając jedynie z dwóch procent funkcji Łorda. I to wszystko wśród czempionów i zwycięzców, lepiej ubranych i zaprogramowanych, jakby genetycznie predestynowanych do sukcesu.
Element korpo jest kością niezgody. Z jednej strony otrzymuję pytania od zatroskanych czytelników w liczbie sztuk zero, czy mam prany mózg oraz czy jestem brany w niewolę, przykuwany do grzejnika aż do fazy końcowej projektu (projektu obowiązkowo, młodzi wykształceni z wielkich miast). Z drugiej kategorycznie pozbawia się mnie możliwości stwierdzania, że życie jednak nie jest tak kolorowe, niezależnie od obecnego stanu materialno-społecznego, BO PRZECIEŻ GDZIEŚ W AFRYCE KTOŚ MA PASOŻYTY W STOPIE I JE SIANO, A JA SIEDZĘ WYGODNIE DUPĄ W KLIMATYZOWANYM BUDYNKU Z EKSPRESEM CIŚNIENIOWYM NA KAŻDYM KROKU.

W międzyczasie gugluję potencjalne rozwiązania skoliozy umysłowej.
Zawsze wtedy zastanawiam się, czy szeroko zakrojone porównania są w jakimkolwiek stopniu zasadne w naszym życiu. Od zarania dziejów powtarzano mi, że mam równać do najlepszych. W liczeniu, bieganiu, błyszczeniu ryjem, w sraniu, innych aktywnościach, za które dostaje się kotyliony na balach z Macareną. Oczywiście nie zważając na to, czy moje predyspozycje oraz zaangażowanie w dziedzinę na takie efekty pozwalają z normalnym nakładem pracy, nie mówiąc już o tym, czy jest jakikolwiek sens bycia pionierem w danej sferze. Parcie na sukces i odpowiednie zaplecze ekonomiczne to cecha zachodnich społeczeństw, gdzie naturalną konkurencję zastąpiliśmy równie naturalnym systemem czarowania iPhonem oraz pozowaniem na ściance z panią ubijającą masło z pewnego rustykalnego teledysku.
Wraz z nadbudowywaniem cyfr w rubryce wiek odkryłem inne metody komparystyczno-porównawcze: wracanie do przeszłości. Gdzie byłem kiedyś, gdzie jestem teraz. Kim byłem kiedyś, kim jestem teraz. I co myślałem kiedyś, a co myślę teraz. Bo ludzie się zmieniają. Mogą co prawda dalej pielęgnować teatralną arogancję w trybie -hasztag-chuj-złamany-, jednak mentalnie mogą być zupełnie innymi ludźmi. Proste jak Vifon Kurczak Łagodny w porach wyraźnie późnych.
Ludzie się zmieniają. Proste jak Vifon Kurczak Łagodny w porach wyraźnie późnych.
Kiedyś byłem przekonany, że słabszym należy pomagać. Dopóki nie przekonałem się, że nie wszyscy słabsi są słabsi w odpowiednim rozumieniu tego słowa. Są tylko trochę bardziej umiejętni w obracaniu swoich mikrotragedii w tsunami splotów nieszczęśliwych. Kiedyś byłem też zdania, że życie jest niedefiniowalne, że nie mamy prawa ustalać granicy, gdzie zaczyna się życie prawdziwe, a gdzie kalekie, niedoskonałe, ograniczone, brzydkie. Że zysk nigdy nie może stać przed człowieczeństwem. Że jest duże przyzwolenie na niedoskonałość, a raczej bylejakość, rzuconą do stóp w celach zapewnienia demokratycznego komfortu umęczonym twarzom.
I wtedy wróciłem z przeszłości.
Nowe czasy to spore wyzwanie dla systemu wartości. W dupie mamy rodzinę, mało uwagi przykładamy do pielęgnacji długotrwałych relacji (a skrycie o nich marzymy), sztucznie ograniczamy pole widoczności rzeczy nieprzyjemnych, maksymalizujemy przeżycia własne, szczególnie te wzniosłe. I wtedy znowu słyszę, że mam być losowi wdzięczny, bo mam nóżki i rączki, a niektórzy nie. To pozwala na czasowe zaspokojenie szalejącego ego w perspektywie porównawczej: „o jak dobrze, nie jestem tą osobą”. Nie mam trójki dzieci w wieku szesnastu lat, a nie stać mnie na wózek, który można jednym ruchem zamienić na nosidełko i statek powietrzny. Jestem zdrowy, nie ma wojny, mam Neostradę siedemnaście-i-pół mega, więc mam lepiej niż Chińczyk szyjący nowy model aligatorowej torebki Versace za 3 dolary. Na miesiąc.

Czy być zamieniłem na mieć?
Powrót z przeszłości, a raczej „zdrada” własnej przeszłości i przyznanie się przed samym sobą do faktu, że kiedyś nasze myślenie było nie do końca poprawne (a może bardziej dostosowane do czasów), rozpoczyna całą reakcję łańcuchową. Punktem finalnym jest wniosek, że myślenie porównawcze hamuje rozwój, ogranicza myślenie życzeniowo-marzeniowe, a co najgorsze – i może wydawać się kontrowersyjne w społeczeństwach z szerokim parasolem ochronnym – sprawia, że równamy do gorszych. Bo dlaczego, jakim prawem mam myśleć o bogaceniu się, zdobywaniu pozycji, stawianiu na własne szczęście, skoro ktoś trzy tysiące kilometrów stąd mieszka w lepiance z gówna? Gdzie jest moja skromność, moja wdzięczność losowi, że to właśnie ja nie muszę być synem poławiacza jeżowców na wyspie niemalże bezludnej?
Ponoć nie ma przyszłości bez przeszłości, ale odcięcie starych, przegniłych i wytartych odcisków myślowych jest zdrowe. Otwiera horyzont. Mój horyzont skupia się teraz na rozwoju społeczeństw. Na bardzo niebezpiecznym myśleniu, że wiele rzeczy trzeba będzie poświęcić.
Dziwi mnie fakt, że aborcja niepełnosprawnych płodów jest zakazana. Ja nie chciałbym urodzić się niepełnosprawny, pewnie nikt nie chciałby się urodzić niepełnosprawny. Większość aspirujących do świętości obrońców życia jest pełnosprawna, więc ich argumenty są nieautentyczne. To nie oni muszą przeżywać codzienny żal do losu, że nie mogą zrobić tak wielu rzeczy, że wykorzystanie ciała/umysłu w pełnym zakresie pozwala w istocie na tak niewiele. To niebezpieczny obszar, a każda osoba wychodząca z takim wnioskiem jest automatycznie potępiana jako nieczuły społecznie psychopata promujący eugeniczne wartości. Bo w końcu mogliśmy abortować Chopina, ile geniuszy byśmy stracili przy takich praktykach? A czy nie jest tak, że społeczeństwo myśli o pożytku i korzyściach z danej osoby dla siebie, a nie o szczęściu samej osoby?
Etatowi obrońcy często zapominają, że obecny rozwój nauki i technologii pozwala nam na przekroczenie granicy, którą ograniczają powroty do przeszłości. Wykorzystywanie nieadekwatnych teorii i poglądów do blokowania tego rozwoju jest tylko okresem przejściowym. Wynika ze strachu i braku zrozumienia faktu, że paradygmat darwinowski oznacza dążenie do perfekcji i przetrwania albo śmierć. Nie na poziomie sortowania i mordowania gorszych w obozach, tylko „robienia wszystkiego, by wszyscy byli lepsi”. W prostych słowach.

Dziwi mnie również to, że rozwój robotyki, inżynierii genetycznej i sztucznej inteligencji postrzegany jest jako zamach na wyjątkowość człowieka, jako próba pozbawienia godności oraz całkowite uprzedmiotowienie. Jest to pogląd tak skrajnie nierealno-tradycjonalistyczny, że sprawia wrażenie działalności posłanki Pawłowicz pod pseudonimem.
Najbardziej zaszłym uwierającym elementem jest beton religijny. Nie tylko katolicki, ale każdy. Nadaje on boskie przymioty zjawiskom i sferom, które święte wcale nie są. Ich niedotykalność właśnie za względu na pokrętną moralność „pasterzy” i ich zwolenników nie pozwala nam na ocenę jakościową życia. Do tego miks Jezusów pojawiających się na murach, tostach, klombach i starych układach scalonych Atari.
I nie chodzi tutaj o zakotwiczoną już w świadomości Polaków „jałowość”, czyli ocenę, czy czyjeś życie jest właściwe i przydatne. Ostatnie przykłady z rodzimego podwórka wyraźnie pokazują, że szaleńcza walka o jednostki, które nie potrafiłyby zawalczyć o siebie, jest z góry skazana na niepowodzenie. Kto z nas chciałby znaleźć się w klatce, uzależniony od innych, skazany na łaskę? Pewnie nikt. Kto z nas walczy o utrzymanie tego statusu? W głowach pewnie większość.
Nazywam się Tomasz, przybywam z przyszłości.![]()
![]()
Z BOŻEJ ŁASKI TOMASZ
Wielbiciel języka i komunikacji, szczęściem pederasta. Stara się spoglądać na życie pod różnymi kątami, lubi labirynty i gładki plastik. Myśli obrazami, najwięcej komunikuje podprogowo.
JOANNA MARCJANNA
Kolażystka, rysowniczka, rowerzystka. Ma licencjat z komunikacji wizualnej. Robi kolaże, bo to takie łatwe. Lubi patrzeć na rzeczy i robić zdjęcia.