
NUMER 16 (7) LUTY 2016 | "PRZEKRACZANIE GRANIC"
To będzie niefrasobliwy cykl. O polskich artystkach i artystach, którzy wzburzają mieszczańską, zgranulowaną juchę, wpuszczając do żył świeżą, szemrzącą krew. Cykl, niestety, napisany skrajnie subiektywnie. Ze sporym ładunkiem afektu. A jednak przystrzyżony tak po prostu, prawie, że po ludzku, bo alfabetycznie.
Autor z chęcią, niczym dobry chrześcijanin, przyjmie na klatę lawinę hejtu. Bo zaczyna od tego, co o Polonii, świetlistej Katoliczce pośród mrocznych, zsekularyzowanych europejskich krain, ma do powiedzenia Katarzyna Gondek. Młoda artystka multimedialna, wytrwale stojąca po stronie twórczości niezależnej i potrafiąca zelektryzować myśli publiczności. Jej twórczość rani odbiorców, ale i tak chcemy krwawić.
B jak Brzuch
Fabienne, dziewczyna Butcha z Pulp Fiction (1994) Quentina Tarantino, w przypływie zdziwienia absurdalnością świata zastanawia się, czemu mężczyźni kierują pożądliwy wzrok ku piersiom, a nie ponętnym, miękkim i delikatnym brzuchom kobiet. To one przecież są tak ważne, dając życie rodzajowi ludzkiemu. Jednak jeśli dla Anki Sasnal Huba (2014) jest filmem „z brzucha”, Gondek mogłaby powiedzieć, że Horror vacui to książka z trzewi.
Brzuch jest dla artystki modelem piętrowo ułożonych światów, a pępek symbolizuje wrota, przez które można dokonywać transferu pomiędzy różnymi poziomami rzeczywistości: tej, w której żyjemy, tej, która nad nami (ktoś z makrokosmosu śni nasz skromny kosmos), i tej, która pod nami (w naszym brzuchu kiełkuje mikrokosmos i zaludnia go drobny ludek). W Horror vacui Gondek przypomina, że religia to przede wszystkim pewna skomplikowana konstrukcja myślowa, którą można dowolnie przekształcać, jeśli mamy do tego talent i odwagę. Otwiera się wówczas przed nami zupełnie inny świat: zaczynamy rozumieć więcej, zyskując dotąd niewyobrażalną swobodę.
D jak Deer Boy
Gondek po raz pierwszy dała wyraz zainteresowaniu myśliwskimi fanaberiami człowieka bodajże w dokumencie Romanse (2013). Odkrycie, że widok człowieka zestresował jelenie tak bardzo, że poza rykowiskiem przeszły całkowicie na nocny tryb życia, miało niebagatelny wpływ na tych, co rozwijali sztukę polowania na te biedne, szlachetne zwierzątka. Romanse to tragikomiczny zapis zawodów, podczas których mężczyźni przy użyciu rogów symulują ryki jelenie. Mimo że finalnie dochodzi do brutalnej śmierci zdezorientowanych zwierząt, forma zawodów może wydawać się zabawna: zwłaszcza gdy reżyserka podgląda wysiłki starszych mężczyzn, uczących się przywoływać z pomocą instrumentu „powabne łanie”. Gondek eksploruje ten aspekt humorystyczny, ironicznie zestawiając informacje o życiu jeleni i tym, do czego „zmusza je popęd płciowy”, z fizycznością i zachowaniami swych ludzkich bohaterów. Efekt to słodko-gorzka bajka zwierzęco-ludzka.
Nurt ideowo związany z animal studies reżyserka kontynuuje w Deer Boy, filmie fabularnym znajdującym się obecnie w fazie produkcji. Za punkt wyjścia posłużyła jej historia o chłopcu, który przychodzi na świat w rodzinie myśliwych z… rogami na głowie. Tak zamyślona hybrydalna istota przypomina konstrukcją „bestiariusz” znany z filmów animowanych, w których tożsamości ludzko-zwierzęce swoją transgresyjnością budziły kontrowersje, a przez to nierzadko otwierały publiczność na zawiłe problemy identyfikacji i reprezentacji. Fizyczność tytułowego Deer Boya oraz rezygnacja z dialogów są krokiem ku uniwersalnej przypowieści o okrucieństwie człowieka, które zwraca się przeciw niemu pod postacią „ohydnego” potomka.
F jak Feminizm
Gondek we współczesnym kinie drażni to, że jest zwykle kręcone przez mężczyzn, a najlepsze role przypadają płci brzydkiej, co stara się zmienić własną pracą. Zapewne, drodzy czytelnicy, rzadko zwracacie na to uwagę, zwłaszcza jeśli macie penisa między nogami, lecz wiedzcie, że tak być nie może, a z pomocą młodych artystek pokroju Gondek oczekiwana z nadzieją przyszłość równości może być czasem „teraz”.
„Równouprawnienie płciowe” artystka uprawia intensywnie na gruncie narracji filmowych i literackich, preferując dopuszczanie do głosu tak wszelakich bohaterów, jak i bohaterki. Czy znacie profesjonalną trenerkę boksu? Zobaczcie Bruise Ballet! Ciekawi was, jak na życie dewotów „blisko sacrum”, Jezuska i Maryjki, patrzą krnąbrne oczy niewierzącej dziewczynki? Objaśni wam to Hosanna (2013). Demokracja według Gondek nie ogranicza się zresztą tylko do postaci – równie dobrze może dotyczyć tematu, którego szuka do momentu, gdy wpada na trop czegoś, co trudno sobie choćby wyobrazić. Jak na przykład plastikowy pomnik JP2, który sportretowała w Najwyższym (2013). W tym filmie pozwoliła się zmierzyć ze swoją religijnością mężczyznom i kobietom, starym i młodym, z empatią i bez uprzedzeń oddając im głos.
H jak Horror Vacui
W Horror Vacui zwraca uwagę to, jak błyskotliwie zreinterpretowany został w nim katolicyzm, przepisany tutaj po raz pierwszy na zbiór mitów, opowieści o wielu wersjach, w których Jezus może być uroczą drewnianą figurką, ale też przeciętniakiem zapijającym smutki alkoholem (później autorka wróciła do tej koncepcji w Otolicie). Tworzenia własnych narracji uczy Normę jej babka, której udało się wcześniej wybrać całkowitą wolność w stanie zupełnej niewoli: po umieszczeniu jej w placówce nauczyła się uciekać w głąb siebie.
Debiut powieściowy Gondek przypomina metodę psychoanalityczną: pacjentka (dziewczynka przewrotnie nazwana Normą) musi z pomocą grupy lekarzy przejść przez różne światy, aby ponownie się narodzić, czyli ozdrowieć z trawiącej ją choroby duszy. Autorka stawia w książce pytanie o to, ile jesteśmy gotowi poświęcić dla ochrony naszej indywidualności, i podsuwa czytelnikom kilka wskazówek na to, jak walczyć z chaosem przerażającej codzienności i małością bliźnich. Pisarka uznaje, że współcześnie oddawanie czci abstrakcyjnemu bóstwu jest gestem pustym, bo nie przynoszącym nam pożytku. Zamiast tego proponuje operacje na religii jako środek autoterapii, w której przetwarzanie katolickiej narracji służy naszemu zdrowiu psychicznemu.
J jak Jezus, od krzyża odpiłowan
Drewniany Jezusek, ukradziony przez Normę z salki katechezy i uwolniony z ciężaru krzyża, mógłby za siostrę wziąć kamienną Matkę Bożą z Otolitu. Gondek sięga po typową dla katolicyzmu skłonność do mnożenia wizerunków boskich i świętych, stawiając pytanie nie tylko o to, do kogo modli się wierny, ale i czy pojedynczy obiekt reprezentować musi coś abstrakcyjnego, czy też da się go obdarzyć osobnym, małym życiem.
Przenosząc akcent z hieratycznych osób boskich i świętych na niedoskonałą formę dewocjonaliów, Gondek umownie egzorcyzmuje system religijny – ujmuje mu przynajmniej odrobinę powagi, która paraliżuje wyznawców, zamykając ich w więzieniach tradycji. Przez wieki Ojcowie Kościoła obgadywali kolejne dogmaty i reguły, jakimi trzeba się kierować w życiu, by nasza obecność była akceptowana w miejscach kultu i byśmy należeli do wspólnoty. Gondek przeciwstawia temu anarchistyczny bunt przeciw sztywnym regułom oraz swobodę interpretacji religii traktowanej jako poddająca się modelowaniu konstrukcja.
K jak Karol Wojtyła, nasz człowiek w Watykanie
Artystka o erekcji największego na świecie plastikowego pomnika Papieża Polaka w częstochowskim Parku Miniatur Sakralnych nakręciła dokumentalną dylogię: humorystycznego Najwyższego i lekko przerażającą, acz dziwnie piękną Figurę (2015), otwartą ironicznym cytatem z Moby Dicka o sensowności rzeczy, choćby i tych największych.
Skąd tak osobliwy temat? „Pod wieloma względami ten plastikowy papież jest mniej żenujący niż współczesna religia. Jego plastikowość jest przaśna i oddolna, bierze się z odpustowego pomysłu. Na tym poziomie jest w nim przynajmniej coś zabawnego. To nie moc hierarchicznej, poważnej religii, która mówi, co ci wolno, a czego nie, i wchodzi w każdą sferę twojego życia” – wyjaśnia Gondek.
Zgoła nieświęty, wulgarny materiał, z którego stworzona została figura JP2, budzi w nas uśmiech rozbawienia, lecz reżyserka nie poprzestaje na komediowym efekcie: za serce chwyta scena, gdy plastikowa rzeźba „lewituje” w powietrzu na linach dźwigu: tak ciężka, a zarazem leciuchna.
Próbuję wyobrazić sobie film Gondek o Jezusie ze Świebodzina, ale nie potrafię. „On jest taki konkretny strasznie. Ten beton nie wystarczał. To nie była właściwa postać. Nie miała wokół siebie Parku Miniatur Sakralnych” – wspomina artystka, która początkowo także i temu sakralnemu potworkowi chciała poświęcić oddzielny film.
M jak Matka Boska, z utrąconą ręką
Wchodząc do kościoła w mieście idealnym z Otolitu, trafia się na kamienną Matkę Boską z uwaloną kończyną. To do niej bohaterka drugiej powieści Gondek, z braku wsparcia ze strony rodzicielki, kieruje myśli i prośby. To jednak nie z Maryją prowadzi ciche dysputy, a z własną, osobistą Matką Boską.
Matka głównej bohaterki, pisząc alternatywną historię ukochanego miasta (pięknego niestety tylko w marzeniach), nakreśliła też zbiór legend o Matce Boskiej z lokalnego kościoła. Ola wyrywa się spod władzy rodzicielki, tworząc własną narrację o posągu: w jej wersji mniej przerażającym i bardziej skorym do litości.
N jak Niezależność
We współczesnym kinie coraz mniej twórców decyduje się na pełną samodzielność, zwłaszcza w Polsce, gdzie nawet to, co uchodzi za normalny budżet filmu, w USA wykorzystywane jest co najwyżej w kinie niezależnym. Gondek preferuje jednak ten wysoce ekonomiczny i zarazem wymagający model pracy – w ograniczonej i zgranej ekipie. film powstaje często w gronie przyjaciół. To, jak bardzo znajomi Gondek byli osobiście zaangażowani w realizację, przekłada się na bardzo osobiste kino o unikalnym smaku.
Ponadto w związku z tym, że dopracowanie formy filmowej jest dla niej sprawą wagi ciężkiej, angażuje się w cały proces realizacyjny. Trudniej byłoby zachować taki system pracy w przypadku superprodukcji, lecz jeśli kiedykolwiek w ręce Gondek wpadnie budżet wielkości Hiszpanki, to podczas uroczystej premiery co bardziej wrażliwych na detale widzów czekają omdlenia, a zdezorientowani krytycy zmoczą bieliznę.
O jak Otolit
Z punktu widzenia ludzkiej fizjologii otolit – choć jest li tylko ziarenkiem soli wapnia w uchu – ma niebywałe znaczenie dla zachowania równowagi. Fabularnie przekłada się to na problem Oli, która niejednokrotnie, w najmniej spodziewanych momentach, traci równowagę i przytomność.
Otolity, tak jak pępki z Horror vacui, mają również znaczenie symboliczne. Zaburzenia bohaterki to psychosomatyczna reakcja na miasto rodzinne i familię, której członkowie naznaczyli dziewczynę na resztę życia piętnem nadwrażliwej outsiderki.
P jak Poezja
Wydanie tomiku wierszy Splątania było dla Gondek nie tyle spełnieniem ambicji, a jakby ubocznym produktem tego, w jaki sposób na co dzień wypowiada się o świecie. Jeśli z nią porozmawiamy, to odkryjemy, jak zręcznie żongluje słowami, frywolnie bawiąc się ich ukrytymi możliwościami. Zmysł do tworzenia neologizmów i krótkich wypowiedzi o charakterze mini-aforyzmów powoduje, że każdy, kto sięgnie po Splątania, odkryje nie wprawki poetyckie, a raczej mniej znany, być może trochę bardziej prywatny głos Gondek.
Można zaryzykować stwierdzenie, że również jej krótkie filmy demonstrują głęboką intuicję względem poetyki oraz skłonność do eksperymentów – ze skomplikowanym rytmem montażu i zaskakującymi kompozycjami obrazu – wyzwalających w widzach ekstatyczną energię. Takie jest choćby Miasteczko (2011), jeden z najbardziej poruszających wierszy „ufilmowionych”. W tym przypadku na warsztat poszła Bystrzyca Kłodzka Tadeusza Różewicza – ekranizacja utkana została przez reżyserkę za pomocą okruchów słów wypowiadanych przez mieszkańców, ich codziennych gestów i lekkich grymasów twarzy. Gondek stawia na zbiorowość, lecz ceni także osobiste przeżycia każdego, kto użycza jej na chwilę swych strun głosowych i wizerunku.
R jak Różaniec, w barszczu zbrukan
Łańcuszek różańcowy trafia do wazy z zupą w Hosannie – krótkometrażowym debiucie fabularnym Gondek. Dziewczynka, zapewne w weekend zaciągnięta siłą przez rodziców do babki-dewotki, podejmuje z nią grę. Dla młodej, nieuświadomionej religijnie, a może bardziej: ignorującej religię bohaterki dewocjonalia nie mają wartości sakralnej, a pobożny stosunek starej kobiety do tych obiektów wywoływać może tylko zdziwienie i irytację. Ten pojedynek nie zamienia się w konfrontację postaw, których nie da się pogodzić. Do zgody dochodzi w przestrzeni kinowej – Gondek pociesza publiczność nadzieją, że być może kiedyś konflikty religijne będą reliktem przeszłości.
S jak Spirala
„Wokół naszego brzucha odbywa się skręcanie potężnej pępowiny, domykanie kolejnego brzucha nad kolejnym brzuchem. Zrozumieć spiralę przewlekającą się przez poziomy istnień i światów to zrozumieć boskie sprawy” – poucza nas jedna z narratorek Horror vacui. Spiralny model świata Gondek przeniosła w Otolicie na poziom miast idealnych, które według teoretyków renesansu miały tworzyć konstrukcje spiralne. Ta koncepcja podpowiada również, że każda struktura dążyć musi na wysokim stopniu skomplikowania do infernalnego koszmaru i chaosu – obojętnie, jak ślicznie wyglądała na obrazku. Taką interpretację potwierdzają spiralnie rozpisane ścieżki psychoanalitycznych podróży bohaterek Gondek, poszukujących utraconego szczęścia i porządku.
W jak Wielkopolska
W stolicy Wielkopolski Gondek realizuje komercyjne zlecenia, kręcąc materiały wideo z festiwali filmowych. Jej miniatury wzbogacały oprawę wizualną takich imprez, jak Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych „Animator”, No Women No Art czy Poznań Baroque. Nawet i w tak rzemieślniczej pracy reżyserka wykazuje rzadką inwencję do odpalenia kilku niespodziewanych fajerwerków.
„Lubię nadpobudliwość ruchową filmu. Eksperymentuję z tym w przypadku materiałów »animatorowych« czy festiwalu muzyki barokowej. To mi dobrze robi. Potem mogę to przenosić z ekipą na film. W Figurze tego nie ma. W Deer Boy jest sporo takiej zabawy. Będziemy pomiędzy szerokie ujęcia wstawiać nagle obrazki bardzo szczegółowe, taki rodzaj przemazów. One opowiedzą nam o szczegółach tego, jak rozwija się postać, dlaczego jest taka, a nie inna. Dla mnie jest to efektem myślenia przez pewnie parę lat »animatorowych«, małymi rzeczami. Ten język powoli zaczyna mi się układać” – cierpliwie tłumaczy.
Te reporterskie projekty, tworzone przecież pod dużą presją czasu i w niesprzyjających okolicznościach, gdy ma się bardzo skromne możliwości kreacji, są prawdziwym laboratorium Gondek. Pokazują, że ograniczenia potrafią kreatywnie działać na wyobraźnię i być świetnym pretekstem do poszukiwań własnego języka wyrazu.![]()
![]()
KATARZYNA GONDEK
Absolwentka poznańskiego filmoznawstwa, ukończyła kurs dokumentalny w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Pisarka, poetka i niezależna reżyserka filmowa. Autorka dwóch dokumentów o największej figurze JP2 na świecie – Najwyższego (2013) i Figury (2015), z którą została zaproszona na Festiwal Sundance. Mogłaby zostać twarzą poznańskich feministek, bo nakręciła Bruise Ballet (2014) – portret charyzmatycznej zawodowej trenerki boksu. Obecnie pracuje nad Deer Boy – historii o chłopcu, który przychodzi na świat w rodzinie myśliwych z rogami na głowie.
MAREK S. BOCHNIARZ
Ur. w małej ojczyźnie Róży Luksemburg. Naiwny feminista, obsesyjny filmooglądacz i czuły sadysta. Niby robi jakiś doktorat, ale woli niezależnie dziennikarzyć i bieżyć po festiwalach. Chce zostać pornografem. Póki co próbuje kreatywnie stosować wulgaryzmy w wypowiedziach ze wszystkich rejestrów.
KAJETAN VON KAZANOWSKI
Absolwent projektowania ubioru, spędzający wolne chwile rysując przy komputerze. Pieprzony esteta, zachwycający się każdym odstępstwem od normy, oraz fanatyk muzyki, wydający ostatni grosz na kolejną płytę.