DO GÓRY

 

architektura_cover.jpg

 

INNE HISTORIE
ARCHITEKTURY

MARTA HABDASKATARZYNA KRUTAK
kreska.jpg

Po­szu­ki­wa­nie al­ter­na­tyw­nych źró­deł i ście­żek roz­wo­ju już od dłuż­sze­go cza­su jest naj­po­pu­lar­niej­szym spo­so­bem po­rząd­ko­wa­nia prze­szło­ści. Znu­dze­ni ka­no­na­mi i za­opa­trze­ni w bez­kre­sne bi­blio­te­ki cy­fro­wych da­nych, na no­wo spi­su­je­my swo­je su­biek­tyw­ne dzie­je kul­tu­ry – czy bę­dzie to two­rze­nie ran­kin­gów naj­bar­dziej wpły­wo­wych płyt ita­lo di­sco, czy od­naj­dy­wa­nie za­gi­nio­nych ga­łę­zi tech­ni­ki. Nic dziw­ne­go więc, że po­dob­ne zja­wi­sko ma miej­sce w re­flek­sji nad ar­chi­tek­tu­rą – przy­to­czyć moż­na tu cho­ciaż­by BLDGBLOG, pro­wa­dzo­ny przez eks­plo­ru­ją­ce­go lon­dyń­skie tu­ne­le i za­chwy­ca­ją­ce­go się gre­en scre­ena­mi Ge­of­fa Ma­nau­gha.

Na tym tle książ­ka Wi­tol­da Ryb­czyń­skiego Jak dzia­ła ar­chi­tek­tu­ra. Przy­bor­nik hu­ma­ni­sty ja­wi się wy­jąt­ko­wo tra­dy­cyj­nie. Choć au­tor na­zy­wa swe po­dej­ście „e­ku­me­nicz­ny­m”, szyb­ko wi­dać, że osno­wą je­go wy­wo­du jest sta­ry jak świat kon­flikt kla­sy­ków z ro­man­ty­ka­mi (cią­gnąc re­li­gij­ną me­ta­fo­rę, moż­na po­wie­dzieć – pro­te­stan­tów z ka­to­li­ka­mi), wy­klu­cza­ją­cy jed­nak wszel­kie eks­cen­trycz­ne nur­ty (sek­ty), jak i eg­zo­tycz­ne sty­le lo­kal­ne (in­ne re­li­gie świa­ta). Ryb­czyń­ski – Ame­ry­ka­nin uro­dzo­ny w ro­dzi­nie pol­skich imi­gran­tów – pod po­zo­rem obiek­ty­wi­zmu spryt­nie sta­ra się za­tu­szo­wać to, że jest za­de­kla­ro­wa­nym mi­ło­śni­kiem ar­chi­tek­tu­ry zgrab­nej i funk­cjo­nal­nej, a naj­le­piej ame­ry­kań­skiej. Do okre­śleń tych bo­wiem pa­su­je za­rów­no kla­sy­cy­stycz­ny Paul Phil­li­pe Cret, jak i mo­der­ni­stycz­ny (tak, we­dług Ryb­czyń­skiego mo­der­nizm jest ro­man­tycz­ny) Frank Lloyd Wri­ght.

Nie dzi­wi więc, gdy Ryb­czyń­ski pi­sze, że „bu­dyn­ki wi­zjo­ner­skie – do­my w kształ­cie ba­niek my­dla­nych al­bo skal­nych krysz­ta­łów – bę­dą nie­dłu­go trak­to­wa­ne wy­łącz­nie ja­ko prze­ja­wy eks­cen­try­zmu”. Czy moż­na się z tym stwier­dze­niem zgo­dzić? Na­wet je­śli od­po­wiedź na to py­ta­nie nie jest jed­no­znacz­na, czu­ję się zo­bli­go­wa­na, by sta­nąć w obro­nie bu­dyn­ków-ba­niek, bu­dyn­ków-grzy­bów i bu­dyn­ków-owa­dów. Ja­ko al­ter­na­ty­wa ofi­cjal­ne­go ka­no­nu ar­chi­tek­tu­ry zgrab­nej i funk­cjo­nal­nej współ­two­rzą bo­wiem nie­zwy­kle fra­pu­ją­ce nar­ra­cje o uto­pij­nym my­śle­niu, gra­ni­cach po­my­sło­wo­ści i spo­łecz­nym wy­klu­cze­niu. Owe „in­ne hi­sto­rie ar­chi­tek­tu­ry” mno­żą się i mul­ti­pli­ku­ją, gdy tyl­ko roz­pocz­nie­my po­szu­ki­wa­nia.


architektura.jpg


Roz­pocz­nij­my od pa­tro­na wszel­kich pry­mi­ty­wi­stów – Fer­di­nan­da Che­va­la, au­to­ra Le Pa­la­is Idéal. Nie­wy­kształ­co­ny i nie­do­świad­czo­ny, ale za to owład­nię­ty sza­lo­ną ideą sa­mo­dziel­nej bu­do­wy pa­ła­cu, dniem i no­cą zbie­rał i zno­sił ka­mie­nie w jed­no miej­sce. Wznie­sio­na po 33 la­tach struk­tu­ra nie ce­cho­wa­ła się ani umia­rem, ani funk­cjo­nal­no­ścią. By­ła na­to­miast skraj­ną ma­ni­fe­sta­cją in­dy­wi­du­ali­zmu. Che­val nie bu­do­wał dla in­nych. Bu­do­wał dla sie­bie, pro­wo­ku­jąc jed­no­cze­śnie py­ta­nie o moż­li­wość i zna­cze­nie ar­chi­tek­to­nicz­ne­go wy­ra­zu po­za głów­nym nur­tem.

Z dru­giej stro­ny ma­my ar­chi­tek­tu­rę bar­dzo pro­spo­łecz­ną, ale uto­pij­ną. Me­ga­struk­tu­ry Yo­ny Fried­man­na, or­ga­nicz­ne blo­ki Me­ta­bo­li­stów i mo­bil­ne owa­dzie mia­sta Ar­chi­gra­mu funk­cjo­nu­ją ra­czej ja­ko ma­ni­fe­sty niż ra­cjo­nal­ne po­my­sły bu­dow­la­ne. Glo­ry­fi­ko­wa­na jest w nich przede wszyst­kim kre­atyw­ność użyt­kow­ni­ka, któ­re­mu po­zwa­la się de­cy­do­wać o prze­strze­ni – po­cząw­szy od roz­miesz­cze­nia po­koi, na tek­stu­rze ma­te­ria­łów skoń­czyw­szy. In­te­rak­tyw­ne, struk­tu­ral­nie skom­pli­ko­wa­ne, na­sy­co­ne tech­ni­ką i po­pkul­tu­ro­wy­mi od­nie­sie­nia­mi, w więk­szo­ści po­zo­sta­ły je­dy­nie ry­sun­ka­mi na pa­pie­rze (wy­jąt­kiem jest Na­ka­gin Cap­su­le To­wer Me­ta­bo­li­stów), co spro­wo­ko­wa­ło au­to­ra mo­no­gra­fii Ar­chi­gra­mu, Si­mo­na Sa­dle­ra, do uży­cia ter­mi­nu „ar­chi­tek­tu­ra bez ar­chi­tek­tu­ry”. Obec­nie, pół wie­ku póź­niej, pro­jek­ty te wy­da­ją się wy­jąt­ko­wo ak­tu­al­ne – za­rów­no ja­ko pre­kur­sor­skie wzglę­dem wy­ko­rzy­stu­ją­cej cy­fro­we ele­men­ty ar­chi­tek­tu­ry in­te­rak­tyw­nej, jak i kon­cep­cje uczest­nic­twa w kul­tu­rze re­mik­su.

Schi­zo­fre­nicz­ny in­dy­wi­du­alizm i spo­łecz­ny uto­pizm łą­czą się w fan­ta­zyj­nych pro­jek­tach na­sze­go ro­dzi­me­go wi­zjo­ne­ra ar­chi­tek­tu­ry – Ja­na Głu­sza­ka Da­ga­ra­my – któ­re­go twór­czość w ostat­nich la­tach jest co­raz bar­dziej do­ce­nia­na tak­że w ofi­cjal­nym obie­gu kul­tu­ry. Ar­chi­tek­tu­ra Eu­ro­py Wschod­niej – za­zwy­czaj dość po­bież­nie trak­to­wa­na w świa­to­wych ka­no­nach – obec­nie sta­je się kul­to­wa tak­że na Za­cho­dzie. W krą­żą­cych w in­ter­ne­cie ze­sta­wie­niach opusz­czo­nych bu­dyn­ków kró­lu­je ko­smicz­ny Dom-Pom­nik Ko­mu­ni­stycz­nej Par­tii Buł­ga­rii, wznie­sio­ny na szczy­cie gó­ry Bu­złu­dża. Rów­nie ży­wym za­in­te­re­so­wa­niem cie­szą się spo­pu­la­ry­zo­wa­ne przez bel­gij­skie­go fo­to­gra­fa Ja­na Kam­pe­na­er­sa pro­pa­gan­do­we po­mni­ki po­roz­sie­wa­ne po kra­jach by­łej Ju­go­sła­wii, wy­glą­da­ją­ce ra­czej jak po­zo­sta­ło­ści po wi­zy­cie po­za­ziem­skiej cy­wi­li­za­cji niż re­lik­ty ko­mu­ni­zmu. Moż­na za­sta­na­wiać się, czy dziś prze­ma­wia­ją one głów­nie swym nie­co­dzien­nym wy­glą­dem, czy ra­czej sta­tu­sem „wy­pra­ne­go” ze zna­czeń sym­bo­lu za­po­mnia­nej kul­tu­ry.

kreska.jpg

cytat.jpg

Bu­dyn­ki wi­zjo­ner­skie – do­my w kształ­cie ba­niek my­dla­nych al­bo skal­nych krysz­ta­łów – bę­dą nie­dłu­go trak­to­wa­ne wy­łącz­nie ja­ko prze­ja­wy eks­cen­try­zmu


Bał­kań­skie za­byt­ki epo­ki Ti­to – choć za­nie­dba­ne i opusz­czo­ne – wciąż sto­ją na swych miej­scach, sta­no­wiąc kon­tra­punkt dla ni­gdy nie­zre­ali­zo­wa­nych wi­zji Głu­sza­ka i in­nych uto­pi­stów. Oprócz ar­chi­tek­tu­ry, któ­ra jest, i tej, któ­rej nie ma, wy­zna­czyć moż­na tak­że trze­ci po­rzą­dek. Za­li­cza­ją się do nie­go bu­dyn­ki ist­nie­ją­ce je­dy­nie przez chwi­lę, zbyt wcze­śnie zbu­rzo­ne lub nie­do­koń­czo­ne – an­giel­ski Krysz­ta­ło­wy Pa­łac, osie­dle Pru­itt-Igoe w St.Lo­uis czy kra­kow­ski Sz­kie­le­tor. Ta wid­mo­wa ar­chi­tek­tu­ra – do któ­rej przy­na­le­żą tak­że ru­iny, gru­zo­wi­ska i pu­sto­sta­ny – jest punk­tem wyj­ścia dla na­pi­sa­nej przez Do­ugla­sa Mur­phy'ego książ­ki Ar­chi­tec­tu­re of Fa­ilu­re. Kre­ślo­na przez au­to­ra hi­sto­ria XIX-wiecz­nych struk­tur ze sta­li i szkła jest pró­bą od­na­le­zie­nia al­ter­na­tyw­nych war­to­ści w świe­cie ar­chi­tek­tu­ry. Z opty­mi­stycz­ną wi­zją po­stę­pu i tr­wa­ło­ści wpi­sa­ną w pro­ces bu­do­wa­nia Mur­phy kon­tra­stu­je awa­ryj­ność i tym­cza­so­wość kru­chych szkla­nych form. Udo­wad­nia tym sa­mym, że war­to­ści te mo­gą być ra­dy­kal­nym sprze­ci­wem wo­bec ofi­cjal­nych ka­no­nów.

Nie za­po­mi­naj­my też o róż­no­ra­kich przy­kła­dach ar­chi­tek­tu­ry bu­do­wa­nej przez lo­kal­nych rze­mieśl­ni­ków. Tyl­ko z po­zo­ru za­ska­ki­wać mo­że to, że wła­śnie te­raz, w cza­sach cy­fro­we­go pro­jek­to­wa­nia, prze­ży­wa­ją one swój re­ne­sans. Za­rów­no ja­ko ele­ment pop-ide­olo­gii slow, jak i in­spi­ra­cja dla en­tu­zja­stów „cy­fro­we­go rze­mio­sła” ta­kich jak Lars Spuy­bro­ek czy To­bias Kle­in. Ten po­wrót do ko­rze­ni ide­al­nie wpi­su­je się we współ­cze­sne ten­den­cje – po­pu­lar­ność form or­ga­nicz­nych czy znu­dze­nie twór­czo­ścią „wiel­kich mi­strzó­w”.

Na za­koń­cze­nie – po­ucza­ją­cy pa­ra­doks. To, co okre­śla­my ja­ko ni­szo­we czy „in­ne”, za­le­ży od kon­tek­stu. Zgod­nie z tą lo­gi­ką książ­ka Ryb­czyń­skie­go tak­że mo­że wpi­sać się w nurt od­grze­by­wa­nia i roz­grze­by­wa­nia! Z pol­skie­go punk­tu wi­dze­nia re­pre­zen­tu­ją­ce asce­tycz­ny kla­sy­cyzm bu­dyn­ki Cre­ta czy ko­lo­nial­ne po­sia­dło­ści No­wej An­glii nie na­le­żą prze­cież do naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych po­zy­cji ar­chi­tek­to­nicz­ne­go ka­no­nu i z pew­no­ścią mo­gą za­chę­cać do dal­szych po­szu­ki­wań. Jak się oka­zu­je – „in­ne hi­sto­rie ar­chi­tek­tu­ry” cza­ją się wszę­dzie.musująca tabletka.png

 

TEKST POWSTAŁ W OPARCIU O KSIĄŻKĘ WITOLDA RYBCZYŃSKIEGO "JAK DZIAŁA ARCHITEKTURA. PRZYBORNIK HUMANISTY" (KARAKTER, 2014)

 

kreska.jpg

MARTA HABDAS
doktorantka Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ. Interesuje się nowymi mediami i związkami techniki z kulturą. Lubi architekturę (zwłaszcza modernistyczną), kino (gatunków) i muzykę (bez ograniczeń).

KATARZYNA KRUTAK
Dzia­ła na róż­nych płasz­czy­znach sztu­ki: ja­ko ta­tu­ator­ka, ilu­stra­tor­ka i ma­lar­ka.

Leave a Reply



(Your email will not be publicly displayed.)


Captcha Code

Click the image to see another captcha.


Ta strona korzysta z plików cookie.