SEBASTIAN ŁĄKAS | AGNIESZKA GIERA
Powrót do przyszłości... Paradoksalna figura retoryczna, która pytaniem o jutro każe zanurzyć się w historii – czy może pyta o teraźniejszość?
Przypomnijmy jedną rzecz – nasze poznanie uzależnione jest od kategorii czasu i przestrzeni. Bez wnikania w rozważania, czy istnieją one – zwłaszcza czas – obiektywnie, poza doświadczeniem człowieka, czy też są ściśle odpowiednie wyłącznie dla istot żyjących. Faktem jest cicha dominacja tych kategorii nad naszą codziennością. Godzinę temu słońce znajdowało się w innym punkcie na horyzoncie. Godzinę temu mogliśmy nie wiedzieć, co będziemy robić teraz, choć mogliśmy także z pełną premedytacją zaplanować czytanie „FUSSa”. Można więc powiedzieć, że jesteśmy określonym projektem przyszłości. Jako że jest ona mniej lub bardziej uchwytna, zawsze można wrócić do momentu jej planowania. Powrót do przyszłości staje się tym samym mniej paradoksalny.
Zaprośmy bohatera. Mały Jaś ciągle rozwija się i dostosowuje do złożonego otoczenia – wypadkowej czasu urodzenia oraz decyzji innych ludzi z bliższych lub dalszych kręgów. Przyszłość wydaje się więc niepewna, a na pewno niejednoznaczna. Zależnie od wizji: optymistyczna lub pesymistyczna. Jej potencjał pozwala na wybicie się sprzecznych koncepcji – orwellowskich antyutopii, futurystycznych technicznych rajów prędkości czy religijnego czasu apokalipsy. Nie przypadek, a zmieniający się kontekst społeczny i historyczny zawsze determinuje to, co można jeszcze stworzyć. Jakie więc warunki dzisiaj określają naszą przyszłość?
Obecnie stare paradygmaty czasu i przestrzeni zdają się nie przystawać do zmieniającej się rzeczywistości, stara się je wyłamać, złamać i wyrzucić precz. W nowych wizjach przyszłość staje się programowalnym projektem opartym na statystyce, biotechnologii czy mediach, przeszłość zaś jest na wyciągnięcie ręki, dawny Janek jest teraz w kilku miejscach jednocześnie. Jak to się dzieje? Tym „cudownym lekiem” na nieubłaganie linearny upływ czasu i nieakceptującą teleportacji przestrzeń jest wirtualność. Każdemu z nas znana, znosi nasz powrót do przyszłości do „wiecznego” (bo trudnego do uchwycenia) teraz.
W zaciszu domów oraz w ferworze pracy używamy technologii, której do końca nie znamy. Widać tylko ograniczoną relację kliknięcia – przyczyny – i skutku. Wirtualność to kot w worku, co do którego nie da się przeczuć, jak wygląda. Potencjał wirtualnego „worka” dorównuje temu, jaki skrywa się w przyszłości. Zapominamy, że kiedy kot jest w worku, znajduje się w innym – równoległym – świecie, w który wchodzimy z wdrukowanymi w umysł wirtualnymi strategiami poruszania się. Mnogość szans, możliwości, ale i przeszkód skomplikowanego świata przesłania prostota interfejsu. Jaś spotyka innych, traktując ich jak ikonki, które na żądanie pragnie zmienić, wyłączyć – niestety, wirtual jako technologia pozbawiony jest psychiki, tajemnica jej zachowania nie pociąga, ale nie pociąga już także „zwykły” ludzki świat.
Sfera społeczna jest całkowicie różną od civitas sfery wirtualnej. Przede wszystkim jest warstwowa, układa się na podobieństwo skał osadowych, szczątków dawnego życia, dynamiczna za sprawą oddolnych niemierzalnych ruchów ludzkich. Nagromadzenie tajemnicy jest więc de facto ogromne, bo jest to świat starych zasad – czasu linearnego i przestrzeni wypełnionej związkami międzyludzkimi – świat czterowymiarowy.
Z kolei elektroniczne poznanie czy myślenie to matryca hiperlinków, horyzont płaskiej pustyni, której synteza tworzy fatamorganę przestrzeni. Udaje ona przejrzystość i głębię przekazu. Oczywiście – od czasu do czasu trafia się oaza, izolująca od informacyjnego szumu rozprzestrzeniającego się we wszystkich kierunkach. Wykorzystanie technologii ma nie tylko negatywne cechy. Kult nauki towarzyszy nam od (co najmniej) Oświecenia. Dzięki temu dziś na światło dzienne wychodzą projekty nowego człowieka-cyborga, który za pomocą techniki przedłuża swoje możliwości i uzupełnia braki. Technika od dawna pozwala na integrację i asymilację w świecie. Nigdy jednak nie było sytuacji analogicznej do dzisiejszej. Wirtualność kreuje sztuczny raj, zmieszane języki świata osiągają porozumienie w kodzie binarnym, wznoszącym nową wieżę Babel. Futuryzm dzisiejszego świata to (nie)rzeczywistość wirtualna – komputerowa symulacja, która na podstawie odpowiednich założeń pragnie przewidzieć statystycznie przyszłość. Elektroniczna sieć potencjalnie zawiera w sobie różne uzupełniające się i/lub sprzeczne wizje dotyczące świata. Powoduje to, że nie wierzy się już w istnienie jakiegoś filozoficznego realizmu, dającego możliwość syntezy. W dobie wirtualności okazuje się, że zmieniają się fundamenty, na których budowano wiedzę o świecie, okazuje się, że rzeczywistość zawsze jest konstrukcją. Równoprawność tych konstrukcji zrzuca jednak na wybierającego odpowiedzialność za swoją przyszłość. Chyba dlatego tak wiele mówi się dzisiaj o elastyczności, terminie któremu przyklasnąłby Darwin.
Tym „cudownym lekiem” na nieubłaganie linearny upływ czasu i nieakceptującą teleportacji przestrzeń jest wirtualność. Każdemu z nas znana, znosi nasz powrót do przyszłości do „wiecznego” (bo trudnego do uchwycenia) teraz.
Gdyby szukać źródła tej fascynacji techniką, najprawdopodobniej można by wskazać Kartezjusza i wzbudzany od XVI wieku prąd humanizmu. Stworzyli oni podwaliny pod rozwój fascynacji technologią widoczny do dziś. Wydaje się jednak, że charakterystyczna cecha techniki – udoskonalanie – jest także częścią ludzkiej natury. Dążność do zmiany, projektowania doskonałości jest normą ludzkiego świata – szukamy wzorców w religijnych guru, symbolach popkultury, mitach. To naturalna, czasami nieświadoma, energetyczna matryca. Humanizm zapoczątkował również inny trend – nacisk na indywidualność, psychologię człowieka, całą – powiedzielibyśmy dzisiaj – sytuację egzystencjalną jednostki. Na jej naturę.
Umykająca (a może pojawiająca się?) teraźniejszość to ciągle świat styku biologii (narodzin, determinacji genowej, cielesności) i technologii (szans, ułatwień, pozoru, obietnic, wizji). Żyjąc w takim rozdarciu Jaś ma gros możliwości! Ich granice pozwalają zatopić się w cielesnej, psychicznej, międzyludzkiej tajemnicy, „bebechach” świata, lub – w skrajnym wypadku – pogrążyć się w niematerialnej, dwuwymiarowej przejrzystości Wirtualu. Przyszłość jawi się zawsze gdzieś na horyzoncie – tam, dokąd zmierzamy, na pewno istotnym czynnikiem będzie wirtualność. Przychodzimy jednak z miejsca, gdzie tożsamości nie zmienia się jak rękawiczki, nie można non stop kreować złudnych awatarów. Realne i wirtualne uzupełnia się, kreując zupełnie nowe wizje przyszłości, której największe wartości leżą w projektach przedłużenia zdolności ludzkiego organizmu, zniesienia dotychczasowych ograniczeń, stworzenia... I znowu wpadamy w utopię.
SEBASTIAN ŁĄKAS
Profesja: student. Na chwilę obecną krzewiciel utopijnego poglądu, że sztuka jest do wszystkiego. Pomagają mu w tym studia nad historią sztuki i filozofią.
AGNIESZKA GIERA
Absolwentka malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Interesuje się między innymi astronomią, surrealizmem i muzyką elektroniczną, w swoich pracach wykorzystuje motyw zarówno marzeń sennych, jak i temat współczesnych mediów czy gier komputerowych.