NR 9
LISTOPAD
2014
DO GÓRY

 

powrot_do_przyszlosci_cover.png

 

ZAKLĘTY KRĄG WYOBRAŻEŃ CZY PRZYSZŁOŚĆ 2D?

SEBASTIAN ŁĄKAS AGNIESZKA GIERA
kreska.jpg

Pow­rót do przy­szło­ści... Pa­ra­dok­sal­na fi­gu­ra re­to­rycz­na, któ­ra py­taniem o ju­tro ka­że za­nu­rzyć się w hi­sto­rii – czy mo­że py­ta o te­raź­niej­szość?

Przy­po­mnij­my jed­ną rzecz – na­sze po­zna­nie uza­leż­nio­ne jest od ka­te­go­rii cza­su i prze­strze­ni. Bez wni­ka­nia w roz­wa­ża­nia, czy ist­nie­ją one – zwłasz­cza czas – obiek­tyw­nie, po­za do­świad­cze­niem czło­wie­ka, czy też są ści­śle od­po­wied­nie wy­łącz­nie dla istot ży­ją­cych. Fak­tem jest ci­cha do­mi­na­cja tych ka­te­go­rii nad na­szą co­dzien­no­ścią. Go­dzi­nę te­mu słoń­ce znaj­do­wa­ło się w in­nym punk­cie na ho­ry­zon­cie. Go­dzi­nę te­mu mo­gli­śmy nie wie­dzieć, co bę­dzie­my ro­bić te­raz, choć mo­gli­śmy tak­że z peł­ną pre­me­dy­ta­cją za­pla­no­wać czy­ta­nie „FUSSa”. Moż­na więc po­wie­dzieć, że je­ste­śmy okre­ślo­nym pro­jek­tem przy­szło­ści. Ja­ko że jest ona mniej lub bar­dziej uchwyt­na, za­wsze moż­na wró­cić do mo­men­tu jej pla­no­wa­nia. Pow­rót do przy­szło­ści sta­je się tym sa­mym mniej pa­ra­dok­sal­ny.

Za­pro­śmy bo­ha­te­ra. Ma­ły Jaś cią­gle roz­wi­ja się i do­sto­so­wu­je do zło­żo­ne­go oto­cze­nia – wy­pad­ko­wej cza­su uro­dze­nia oraz de­cy­zji in­nych lu­dzi z bliż­szych lub dal­szych krę­gów. Przy­szłość wy­da­je się więc nie­pew­na, a na pew­no nie­jed­no­znacz­na. Za­leż­nie od wi­zji: opty­mi­stycz­na lub pe­sy­mi­stycz­na. Jej po­ten­cjał po­zwa­la na wy­bi­cie się sprzecz­nych kon­cep­cji – or­wel­low­skich an­ty­uto­pii, fu­tu­ry­stycz­nych tech­nicz­nych ra­jów pręd­ko­ści czy re­li­gij­ne­go cza­su apo­ka­lip­sy. Nie przy­pa­dek, a zmie­nia­ją­cy się kon­tekst spo­łecz­ny i hi­sto­rycz­ny za­wsze de­ter­mi­nu­je to, co moż­na jesz­cze stwo­rzyć. Ja­kie więc wa­run­ki dzi­siaj okre­śla­ją na­szą przy­szłość?


powrót do przyszłości.png

Obec­nie sta­re pa­ra­dyg­ma­ty cza­su i prze­strze­ni zda­ją się nie przy­sta­wać do zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści, sta­ra się je wy­ła­mać, zła­mać i wy­rzu­cić precz. W no­wych wi­zjach przy­szłość sta­je się pro­gra­mo­wal­nym pro­jek­tem opar­tym na sta­ty­sty­ce, bio­tech­no­lo­gii czy me­diach, prze­szłość zaś jest na wy­cią­gnię­cie rę­ki, daw­ny Ja­nek jest te­raz w kil­ku miej­scach jed­no­cze­śnie. Jak to się dzie­je? Tym „cu­dow­nym le­kie­m” na nie­ubła­ga­nie li­ne­ar­ny upływ cza­su i nie­ak­cep­tu­ją­cą te­le­por­ta­cji prze­strzeń jest wir­tu­al­ność. Każ­de­mu z nas zna­na, zno­si nasz po­wrót do przy­szło­ści do „wiecz­ne­go” (bo trud­ne­go do uchwy­ce­nia) te­raz.

W za­ci­szu do­mów oraz w fer­wo­rze pra­cy uży­wa­my tech­no­lo­gii, któ­rej do koń­ca nie zna­my. Wi­dać tyl­ko ogra­ni­czo­ną re­la­cję klik­nię­cia – przy­czy­ny – i skut­ku. Wir­tu­al­ność to kot w wor­ku, co do któ­rego nie da się prze­czuć, jak wy­glą­da. Po­ten­cjał wir­tu­al­ne­go „wor­ka” do­rów­nu­je te­mu, ja­ki skry­wa się w przy­szło­ści. Za­po­mi­na­my, że kie­dy kot jest w wor­ku, znaj­du­je się w in­nym – rów­no­le­głym – świe­cie, w któ­ry wcho­dzi­my z wdru­ko­wa­ny­mi w umysł wir­tu­al­ny­mi stra­te­gia­mi po­ru­sza­nia się. Mno­gość szans, moż­li­wo­ści, ale i prze­szkód skom­pli­ko­wa­ne­go świa­ta prze­sła­nia pro­sto­ta in­ter­fej­su. Jaś spo­ty­ka in­nych, trak­tu­jąc ich jak ikon­ki, któ­re na żą­da­nie pra­gnie zmie­nić, wy­łą­czyć – nie­ste­ty, wir­tu­al ja­ko tech­no­lo­gia po­zba­wio­ny jest psy­chi­ki, ta­jem­ni­ca jej za­cho­wa­nia nie po­cią­ga, ale nie po­cią­ga już tak­że „zwy­kły” ludz­ki świat.

Sfe­ra spo­łecz­na jest cał­ko­wi­cie róż­ną od ci­vi­tas sfe­ry wir­tu­al­nej. Prze­de wszyst­kim jest war­stwo­wa, ukła­da się na po­do­bień­stwo skał osa­do­wych, szcząt­ków daw­ne­go ży­cia, dy­na­micz­na za spra­wą od­dol­nych nie­mie­rzal­nych ru­chów ludz­kich. Na­gro­ma­dze­nie ta­jem­ni­cy jest więc de fac­to ogrom­ne, bo jest to świat sta­rych za­sad – cza­su li­ne­ar­ne­go i prze­strze­ni wy­peł­nio­nej związ­ka­mi mię­dzy­ludz­ki­mi – świat czte­ro­wy­mia­ro­wy.

Z ko­lei elek­tro­nicz­ne po­zna­nie czy my­śle­nie to ma­try­ca hi­per­lin­ków, ho­ry­zont pła­skiej pu­sty­ni, któ­rej syn­te­za two­rzy fa­ta­mor­ga­nę prze­strze­ni. Uda­je ona przej­rzy­stość i głę­bię prze­ka­zu. Oczy­wi­ście – od cza­su do cza­su tra­fia się oa­za, izo­lu­ją­ca od in­for­ma­cyj­ne­go szu­mu rozprze­strze­niającego się we wszyst­kich kie­run­kach. Wy­ko­rzy­sta­nie tech­no­lo­gii ma nie tyl­ko ne­ga­tyw­ne ce­chy. Kult na­uki to­wa­rzy­szy nam od (co naj­mniej) Oświe­ce­nia. Dzię­ki te­mu dziś na świa­tło dzien­ne wy­cho­dzą pro­jek­ty no­we­go czło­wie­ka-cy­bor­ga, któ­ry za po­mo­cą tech­ni­ki prze­dłu­ża swo­je moż­li­wo­ści i uzu­peł­nia bra­ki. Tech­ni­ka od daw­na po­zwa­la na in­te­gra­cję i asy­mi­la­cję w świe­cie. Nig­dy jed­nak nie by­ło sy­tu­acji ana­lo­gicz­nej do dzi­siej­szej. Wir­tu­al­ność kreu­je sztucz­ny raj, zmie­sza­ne ję­zy­ki świa­ta osią­ga­ją po­ro­zu­mie­nie w ko­dzie bi­nar­nym, wzno­szą­cym no­wą wie­żę Ba­bel. Fu­tu­ryzm dzi­siej­sze­go świa­ta to (nie)rze­czy­wi­stość wir­tu­al­na – kom­pu­te­ro­wa sy­mu­la­cja, któ­ra na pod­sta­wie od­po­wied­nich za­ło­żeń pra­gnie prze­wi­dzieć sta­ty­stycz­nie przy­szłość. Elek­tro­nicz­na sieć po­ten­cjal­nie za­wie­ra w so­bie róż­ne uzu­peł­nia­ją­ce się i/lub sprzecz­ne wi­zje do­ty­czą­ce świa­ta. Po­wo­du­je to, że nie wie­rzy się już w ist­nie­nie ja­kie­goś fi­lo­zo­ficz­ne­go re­ali­zmu, da­ją­ce­go moż­li­wość syn­te­zy. W do­bie wir­tu­al­no­ści oka­zu­je się, że zmie­nia­ją się fun­da­men­ty, na któ­rych bu­do­wa­no wie­dzę o świe­cie, oka­zu­je się, że rze­czy­wi­stość za­wsze jest kon­struk­cją. Rów­no­praw­ność tych kon­struk­cji zrzu­ca jed­nak na wy­bie­ra­ją­ce­go od­po­wie­dzial­ność za swo­ją przy­szłość. Chy­ba dla­te­go tak wie­le mó­wi się dzi­siaj o ela­stycz­no­ści, ter­mi­nie któ­re­mu przy­kla­snął­by Dar­win.

kreska.jpg

cytat.jpg

Tym „cu­dow­nym le­kie­m” na nie­ubła­ga­nie li­ne­ar­ny upływ cza­su i nie­ak­cep­tu­ją­cą te­le­por­ta­cji prze­strzeń jest wir­tu­al­ność. Każ­de­mu z nas zna­na, zno­si nasz po­wrót do przy­szło­ści do „wiecz­ne­go” (bo trud­ne­go do uchwy­ce­nia) te­raz.



Gdy­by szu­kać źró­dła tej fa­scy­na­cji tech­ni­ką, naj­praw­do­po­dob­niej moż­na by wska­zać Kar­te­zju­sza i wzbu­dza­ny od XVI wie­ku prąd hu­ma­ni­zmu. Stwo­rzy­li oni podwa­li­ny pod roz­wój fa­scy­na­cji tech­no­lo­gią wi­docz­ny do dziś. Wy­da­je się jed­nak, że cha­rak­te­ry­stycz­na ce­cha tech­ni­ki – udo­sko­na­la­nie – jest tak­że czę­ścią ludz­kiej na­tu­ry. Dąż­ność do zmia­ny, pro­jek­to­wa­nia do­sko­na­ło­ści jest nor­mą ludz­kie­go świa­ta – szu­ka­my wzor­ców w re­li­gij­nych gu­ru, sym­bo­lach po­pkul­tu­ry, mi­tach. To na­tu­ral­na, cza­sa­mi nie­świa­do­ma, ener­ge­tycz­na ma­try­ca. Hu­ma­nizm za­po­cząt­ko­wał rów­nież in­ny trend – na­cisk na in­dy­wi­du­al­ność, psy­cho­lo­gię czło­wie­ka, ca­łą – po­wie­dzie­li­by­śmy dzi­siaj – sy­tu­ację eg­zy­sten­cjal­ną jed­nost­ki. Na jej na­tu­rę.

Umy­ka­ją­ca (a mo­że po­ja­wia­ją­ca się?) te­raź­niej­szość to cią­gle świat sty­ku bio­lo­gii (na­ro­dzin, de­ter­mi­na­cji ge­no­wej, cie­le­sno­ści) i tech­no­lo­gii (szans, uła­twień, po­zo­ru, obiet­nic, wi­zji). Ży­jąc w ta­kim roz­dar­ciu Jaś ma gros moż­li­wo­ści! Ich gra­ni­ce po­zwa­la­ją za­to­pić się w cie­le­snej, psy­chicz­nej, mię­dzy­ludz­kiej ta­jem­ni­cy, „be­be­cha­ch” świa­ta, lub – w skraj­nym wy­pad­ku – po­grą­żyć się w nie­ma­te­rial­nej, dwu­wy­mia­ro­wej przej­rzy­sto­ści Wir­tu­alu. Przy­szłość ja­wi się za­wsze gdzieś na ho­ry­zon­cie – tam, do­kąd zmie­rza­my, na pew­no istot­nym czyn­ni­kiem bę­dzie wir­tu­al­ność. Przy­cho­dzi­my jed­nak z miej­sca, gdzie toż­sa­mo­ści nie zmie­nia się jak rę­ka­wicz­ki, nie moż­na non stop kre­ować złud­nych awa­ta­rów. Re­al­ne i wir­tu­al­ne uzu­peł­nia się, kreu­jąc zu­peł­nie no­we wi­zje przy­szło­ści, któ­rej naj­więk­sze war­to­ści le­żą w pro­jek­tach prze­dłu­że­nia zdol­no­ści ludz­kie­go or­ga­ni­zmu, znie­sie­nia do­tych­cza­so­wych ogra­ni­czeń, stwo­rze­nia... I zno­wu wpa­da­my w uto­pię.

kreska.jpg

SEBASTIAN ŁĄKAS
Profesja: student. Na chwilę obecną krzewiciel utopijnego poglądu, że sztuka jest do wszystkiego. Pomagają mu w tym studia nad historią sztuki i filozofią.

AGNIESZKA GIERA
Ab­sol­went­ka ma­lar­stwa na Aka­de­mii Sz­tuk Pięk­nych we Wro­cła­wiu. In­te­re­su­je się mię­dzy in­ny­mi astro­no­mią, sur­re­ali­zmem i mu­zy­ką elek­tro­nicz­ną, w swo­ich pra­cach wy­ko­rzy­stu­je mo­tyw za­rów­no ma­rzeń sen­nych, jak i te­mat współ­cze­snych me­diów czy gier kom­pu­te­ro­wych.



Komentarze






Captcha Code

Click the image to see another captcha.

Ta strona korzysta z plików cookie.