
NUMER 11 (2) MARZEC 2015 | "DOM STRACHÓW"
JAKUB KUSY| MAŁGORZATA MACIEJEWSKA![]()
To tu narodziła się historia Nowej Huty, a wraz z nią jej czarna legenda. Być może właśnie to miejsce opisał Ważyk w Poemacie dla dorosłych. Dziś po tamtym Meksyku pozostały tylko obskurny bar i nic nie znacząca tabliczka przystankowa.
Gore’owcy stachanowcy
Gdy dwa lata po wojnie komunistyczne władze podejmowały decyzję o budowie tuż za rogatkami Krakowa wielkiego kombinatu metalurgicznego, nikt nie zdawał sobie sprawy, jak ikoniczne stanie się wyrosłe wraz z nim miasto. W powszechnym odbiorze przez lata jeszcze będzie scenerią rozgrywającego się codziennie horroru. Horroru komuny. Horroru Balcerowicza. Horroru nowoczesności. Patrząc z perspektywy prawie 70 lat trudno jest precyzyjnie określić, dlaczego zdecydowano się na właśnie tę lokalizację. Czy powodem była chęć utarcia przez nowe władze nosa reakcyjnemu „krakówkowi”, który w słynnym referendum zagłosował „3 razy NIE”; czy była to osobista decyzja Ziutka Słoneczko? A może górę wzięła najzwyczajniej w świecie geografia? Lokalizacja była najmniejszą bolączką władz. Istotną kwestią było ulokowanie ściągających na wielki plac budowy, wychwalanych pod niebiosa w propagandowych przyśpiewkach robotników. Już w 1949 roku na terenie wsi Pleszów postawiono ponad 40 baraków, z czego tylko 4 murowane. To one tworzyły to pionierskie robotnicze osiedle. Warunki, jak można się domyślać, pozostawiały wiele do życzenia. W robotniczym osiedlu odbijały się niewybrzmiałe jeszcze echa wojennych obozów pracy. Wszy, sienniki, izolacja. Wszystko w dusznej scenerii zasnutego mgłą zakola Wisły. To czekało na pierwszych lokatorów, którymi byli junacy Służby Polsce – instytucji zajmującej się organizacją pracy przymusowej młodzieży w wieku 16-21 lat, głównie „sierot po sanacji”, dzieci inteligentów i podejrzanego ideologicznie elementu.
Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą
zbudować hutę, wyczarować miasto,
wykopać z ziemi nowe Eldorado (...)
Zombie kowboje z Igołomii
Określenie Meksyk ma iście westernowy rodowód. Reporterzy przybywający na budowę Huty bez problemu odnajdywali analogie do kinowych opowieści o Dzikim Zachodzie. Jedynym prawem, jakie tu obowiązywało, było prawo silniejszego, a milicjanci nie zjawiali się tu bez naładowanej pepeszy... W przeciwieństwie do klasycznych westernów nie było jednak miejsca na honor. Utrwalone w głowach krakowskiej konserwy, a w zasadzie całej Polski, legendy o „bandyckiej” Hucie, w której chlebem powszednim jest przemoc, mają tu swoje historyczne korzenie. Brud, smród, niewolnicza praca do kresu wytrzymałości, wódka – jedyna tania i łatwo dostępna rozrywka. Tak wyglądało życie lokatorów tego eufemistycznie przez władze nazywanego „hotelu”. Bezimienni bohaterowie, których portrety przyozdabiały place budów, pełni frustracji zapijali się na śmierć, topili w Wiśle, ginęli w bójkach na noże.
Wyłowiono z Wisły topielca.
Znaleziono kartkę w kieszeni.
„Mój rękaw jest słuszny,mój guzik niesłuszny,
mój kołnierz niesłuszny,ale patka słuszna.”

Nowohucka masakra tulipanem
Jest jedna odpowiedź na pytanie o źródła tak powszechnej przemocy na terenie budowy Nowego Lepszego Świata. Tą odpowiedzią są niespełnione marzenia. Na ten największy w Polsce plac budowy ściągano przede wszystkim niewykwalifikowaną siłę roboczą z wiosek i miasteczek. Zwabieni awansem społecznym analfabeci, nieświadomi swego udziału w gigantycznym eksperymencie społecznym, których jedynym życiowym doświadczeniem była skrajna bieda, zostali nagle wyjęci spod kontroli rodziny, sąsiadów i proboszcza. Omamiona wizją socjalistycznego raju tłuszcza zderzyła się czołowo z utytłaną błotem rzeczywistością. Moje porównanie, choć dość ryzykowne, celnie trafia w istotę problemu. O ile u podstaw istnienia obozów koncentracyjnych legła stała, zhierarchizowana kontrola, realizowana także przez samych członków obozowej społeczności, o tyle w Meksyku kontrola po prostu nie istniała, ustępując pola całkowitemu zdziczeniu. Upchnięcie w barakach 5 tysięcy mężczyzn w wieku produkcyjnym, puszczonych całkowicie samopas, po prostu musiało wygenerować dramatycznie wysokie koszty społeczne.
W koszach od śmieci na zwieszonym sznurze
chłopcy latają kotami po murze,
żeńskie hotele, te świeckie klasztory,
trzeszczą od tarła, a potem grafinie
miotu pozbędą się – Wisła tu płynie.
Martwica mózgu
Niedługo po tym, jak pierwszy spust surówki został uwieczniony przez Polską Kronikę Filmową, z Meksyku zniknęli dotychczasowi lokatorzy. Junaków zastąpiła fala sezonowych chłoporobotników, którzy po żniwach i wykopkach przyjeżdżali wykańczać socjalistyczne Eldorado. W latach 60. władza bezskutecznie starała się wymazać z publicznego obiegu potoczną nazwę. Nowa Huta miała być wzorową socjalistyczną dzielnicą. Na jej placach miało radośnie tańczyć pierwszomajowe słońce, jej szerokie aleje – tętnić życiem, a z gardeł jej mieszkańców – nieść się pochwała dobrobytu. Niestety mimo usilnych starań partyjnych dygnitarzy, dzikie pola Meksyku wryły się w pamięć miasta, nikt nie uwierzył w tę udekorowaną szopę, wzniesioną przez zombie z marmuru… Dziś Meksyk popada w ruinę i mało kto wie, skąd wzięła się nazwa, nieliczni pamiętają kowbojów z półlitrówkami w kaburach. Ot kolejny po Poniedziałkowym Dole nazewniczy wybryk urzędników.
![]()
JAKUB KUSY
Formalnie socjolog, z zamiłowania antropolog miasta, w wolnych chwilach dziennikarz.
MAŁGORZATA MACIEJEWSKA
Absolwentka wiedzy o teatrze UJ, obecnie studentka performatyki UJ i dramaturgii PWST. Pisze dramaty i opowiadania, jest miłośniczką czeskiego kina. Poza zajęciami literackimi zajmuje się ilustracją, fotografią i projektowaniem.