
MARYSIA MUCHA | KAJETAN VON KAZANOWSKY![]()
Ocaleni to osoby, które przeżyły molestowanie, w tym nadużycia seksualne ze strony osób duchownych. Obecnie w Polsce ich coming outy medialne są rzadkością, podobnie jak procesy sądowe przeciwko ich oprawcom. W przeciwieństwie do Ocalonych zza oceanu, nie otrzymują oni żadnych finansowych odszkodowań od instytucji, które ukrywały ich oprawców. Często zresztą nie mają odwagi nawet się ujawnić, bojąc się reakcji otoczenia, w którym agresor stanowi pewnego rodzaju autorytet, chociażby dla społeczności lokalnej – jak np. ksiądz, biznesmen czy polityk – a czasami wręcz jest to poważany w rodzinie mężczyzna, wujek lub ojciec. Ale to się zmieni. Wracamy do przyszłości, 25 lat później, na międzynarodową konferencję SNAP: Ocaleni są silni!
Wracam do przyszłości
Wystarczyło wsiąść na początku sierpnia do Boeinga 747 relacji Amsterdam-Chicago. Ten ogromny samolot linii KLM przewoził około 500 pasażerów, w tym siostry zakonne, muzułmanów z 5 żonami, górali podhalańskich, Afrykańczyków, Azjatów, dzieci w pieluchach i nas – Ocalonych.
Kiedy lecisz do USA, musisz przejść przez kilka bramek kontrolnych. Przed pierwszą z nich widziałam tylko setki obcych twarzy z różnych kultur i klas społecznych. Wszyscy byli spięci, zniecierpliwieni, obserwujący. Po odstaniu godziny w kolejkach i przejściu przez lotniskowy labirynt, na tych samych twarzach malował się już wyraz ulgi. Tak jakby najgorsze było już za nami – teraz wystarczy tylko wsiąść do samolotu i przelecieć Atlantyk. Czekaliśmy tam wszyscy na otwarcie rękawa, zintegrowani ze sobą znajomością języka angielskiego. Afryka, Europa i Azja miały za moment zostać w tyle. Nie tylko fizycznie, ale też mentalnie: wyznawczynie Allaha pokazywały twarze, siostry zakonne uśmiechały się do Azjatów, niemieckie dzieci rozśmieszały Francuzów.
Nie wiem, czy pozostali tez wracali do przyszłości. Wtedy odniosłam wrażenie, że to jakiś jeden wielki exodus, że leci z nami cały świat, że wszyscy chcą zrzucić z siebie ciężar hidżabów – tak materialnych, jak i duchowych.
Polonia w Chicago
W Wietrznym Mieście spotkaliśmy Polaków. Takich samych jak my, tylko... 25 lat później. Jeden z nich nosił na szyi duży krzyż i deklarował swoje przywiązanie do, jak to mówił, „polskich wartości katolickich”, co wcale nie wykluczało się z głosowaniem na partię Janusza Palikota. Śmiał się też, że kiedyś ludzie sądzili, że od bycia tolerancyjnym można zostać np. homoseksualistą.
"Tak, zdecydowanie jestem w innym wymiarze" – myślałam sobie.
Osobom, które 20 lat temu wyjechały z naszego kraju, Polska już zawsze kojarzyć się będzie na zasadzie patriotycznego sentymentu z chrześcijaństwem i Wojtyłą.
Stereotypy na temat chicagowskiej Polonii jako ultrakonserwatywnej okazały się krzywdzące. I choć faktycznie, prawie wszyscy Polacy, których spotkałam podczas mojego wyjazdu, wspominali o tym, jak ważna jest dla nich pamięć o JPII czy też spotkania z polskim księdzem, to w żadnym wypadku nie przypominali oni „typowych moherów”, a swoją otwartość ideologiczną uskuteczniali każdego dnia. W końcu żyją w multikulturowej, kilkumilionowej aglomeracji, gdzie nie ma miejsca na rasizm, seksizm czy homofobię. Po prostu osobom, które 20 lat temu wyjechały z naszego kraju, Polska już zawsze kojarzyć się będzie na zasadzie patriotycznego sentymentu z chrześcijaństwem i Wojtyłą. Jednak wydostali się z zaściankowej mentalności, co może nam również uda się za 25 lat?
Międzynarodowa konferencja SNAP
Głównym celem mojego wyjazdu nie było jednak spotkanie z Polonią, ale z liderami SNAP (największej na świecie organizacji, która pomaga ludziom molestowanym przez duchownych), którzy z okazji 25-lecia działalności zorganizowali międzynarodową konferencję. Poleciałam tam jako liderka SNAP Poland na ich specjalne zaproszenie.
Konferencja trwała 3 dni, a każdy z nich złożony był z wykładów, warsztatów oraz networkingu. Pierwszego dnia, przed rozpoczęciem głównego panelu kongresu, uczestniczyłam w spotkaniu liderów SNAP z całego świata. Z większości kontynentów przyjechały osoby, które prowadzą grupy wsparcia dla Ocalonych w swoim regionie lub organizują różne działania oddolne. Podczas spotkania usłyszałam świadectwa Ocalonych – mówiliśmy o najbardziej przełomowych wydarzeniach w naszym życiu, poznałam zasady prowadzenia grup samopomocowych dla ofiar molestowania, nauczyłam się zasad postępowania z dorosłymi ofiarami nadużyć seksualnych i w końcu – dowiedziałam się, co to znaczy być liderem lokalnym i z jakimi wyzwaniami łączy się ta praca.
Kiedy na mównicę zaraz po ateiście wychodziła osoba duchowna, wiedziałam, że to nie jest Polska anno domini 2014: otwartość światopoglądowa, tolerancja wobec cudzych poglądów, brak złośliwości. Choć z perspektywy kraju palonych tęcz nie wydaje się to takie proste – wspaniała współpraca w celu ochrony praw dziecka i Ocalonych. Ta różnorodność i pluralizm nie były źródłem kłótni i nie przeszkadzały w dialogu.
Na zakończenie drugiego dnia konferencji prezeska SNAP, Barbara Blaine, w poruszający sposób opowiadała o 25 latach działalności swojej organizacji, która obecnie zrzesza tysiące ludzi na całym świecie, lecz początki jej istnienia nie były łatwe. Przypominały… obecną polską rzeczywistość! Blaine wracała jednak do tych wspomnień z sentymentem – jak gdyby stan nietolerancji, ignorancji i hipokryzji odszedł już dawno w niepamięć.
Niestety, w Polsce ciągle żyjemy między dwoma zwalczającymi się obozami. Ksiądz odprawiający mszę w tęczowej stule i popierający prawa mniejszości? Antyklerykał przyjaźniący się z księdzem? W Polsce to wszystko jest ciągle nie do pomyślenia, a ma miejsce za Oceanem – choć wymagało to lat pracy i edukacji społecznej. A przecież na początku swojej działalności SNAP spotykał się z problemami podobnymi do tych w Polsce.
Najbardziej zapadła mi w pamięć prezentacja Brytyjczyka, Pete Saundersa, fundatora jedynej rządowej organizacji niosącej pomoc Ocalonym – NAPAC (National Association for People Abused in Childchood), molestowanego w dzieciństwie przez członków rodziny i nauczycieli, w tym przez dwóch jezuitów. Pete był jedną z tych osób, która w czerwcu br. spotkały się na prywatnej audiencji z papieżem Franciszkiem. To spotkanie zostało mocno skrytykowane przez Ocalonych z całego świata jako czysto PR-owe posunięcie. Mnie też tak się wydawało. Jednak kiedy Pete wytłumaczył, że dla niego, praktykującego katolika, takie spotkanie to ogromne wyróżnienie, które dało mu energię do pomagania innym Ocalonym, zrozumiałam, że doceniać należy nawet symboliczne gesty ze strony Kościoła.
A jeśli w Polsce to się nie uda?
Nie mam pewności – może jakiś czarny charakter (i piszę to bez podtekstów) przemieści się w czasie i pokrzyżuje nam plany? Obecnie takimi czarnymi charakterami, często nieświadomie, jesteśmy my sami: albo całkowicie ignorując problemy dzieci, albo wręcz przeciwnie – siejąc nienawiść w stosunku do wszystkich księży. Wierzę jednak w ludzi i w to, że w kraju nad Wisłą też uda się osiągnąć to, co widziałam w Chicago.
Najpiękniejsza sentencja, którą usłyszałam podczas konferencji brzmiała: „jeśli chcecie iść szybko – idźcie sami, ale jeśli chcecie zajść daleko – idźcie razem”. Jeśli tylko będziemy się integrować, krok po kroku zmienimy prawo, stopień jego egzekwowania oraz polską mentalność.
W kwestiach prawnych należy wydłużyć okres przedawniania się przestępstw na tle seksualnym oraz podnieść wiek przyzwolenia. Należy zadbać, aby tzw. autorytety otrzymywały takie same kary, jak przeciętny Kowalski. W końcu musimy edukować społeczeństwo i media oraz zrzeszać się i działać razem! Mam nadzieję, że Ty również nam pomożesz. Gotowi na wspólną podróż do przyszłości?
![]()
MARYSIA MUCHA
Od ponad roku zaangażowana w działania na rzecz ofiar nadużyć seksualnych, członek zarządu organizacji na rzecz ofiar księży, współorganizator pierwszej w Polsce konferencji na temat pedofilii klerykalnej w Polsce, uczestniczka paneli dyskusyjnych na rzecz świeckiego państwa, obecnie jedna z liderek dwujęzycznej fundacji Ocaleni | Polish Survivors. Absolewentka UAM w Poznaniu. Prywatnie mama 5-letniego Olka.
KAJETAN VON KAZANOWSKY
Absolwent projektowania ubioru, spędzający wolne chwile rysując przy komputerze. pieprzony esteta, zachwycający się każdym odstępstwem od normy, oraz fanatyk muzyki, wydający ostatni grosz na kolejną płytę.