
NUMER 19 (4) SIERPIEŃ 2016 | "BIG CITY LIFE"
Umrzeć można na wiele sposobów. Kiedy przez dłuższy czas na progu każdego dnia czyha śmierć, wrasta się w nią - tak bardzo, że nawet gdy nastaje świt wolny od przemocy i strachu, ona wciąż ma przewagę.
Miriam Akavia, Eugenia Menor, Mieczysław Pemper – różne historie, osobowości, marzenia. Łączą ich jednak trzy rzeczy. Wszyscy urodzili się w latach 20-tych w Krakowie. Wszyscy wraz z rodzinami trafili do krakowskiego getta, a potem do obozu pracy Płaszów. Wszyscy przetrwali okupację.
Jest też czwarty wspólny element - ich niewola nie zakończyła się wraz z wojną.
TO, CO NIE CHCE ODEJŚĆ
Cienie przeszłości zakorzeniły w nich wstyd, poczucie winy, klęski, strach. I żal – do samych siebie, do tych, co patrzyli i do tych, co zrujnowali ich piękny, bezpieczny świat.
- Nie jestem bohaterką. Zabrali mi troje dzieci, jak byłam w getcie krakowskim – mówi Miram. Jej głos cały czas mocno drży. - Byłam wtedy 14-latką i miałam troje dzieci, którym rodziców wysłano do Bełżca – na śmierć. Ja byłam matką tych dzieci i na moich oczach je zabili. Nie mogę tego zapomnieć! Nie mogę pogodzić się z tym, że nie jak Korczak, wyszłam z nimi razem... jak Janusz Korczak…
CZAS DZIECIŃSTWA
Cała trójka wspomina dzieciństwo jako cudowny okres swojego życia. Rodziny dobrze zasymilowane z polską społecznością, polskie szkoły, polscy przyjaciele, silna więź z polską kulturą – codzienność, z której brutalnie ich wyrwano.
Miriam Akavia (Matylda) była najmłodszym dzieckiem Hirsza i Brajdli Weinfeld, siostrą Reli i Izia. Jej ojciec, właściciel tartaku, zajmował się handlem na skalę międzynarodową. Do momentu przekwaterowania do getta mieszkali przy Łobzowskiej 47. W książce „Moja winnica” Miriam opisuje lata sprzed okupacji - czas beztroski.
Eugenia Manor, z domu Wohlfeiler, zwana przez znajomych Genia, mieszkała w przedwojennym Krakowie z rodzicami Chają (Heleną) i Kalmanem Lejb (Leopoldem) oraz starszym bratem Romanem (Abrahamem) przy Zyblikiewicza 15. Jej ojciec był kantorem i dyrygentem w Synagodze Wysokiej, brat znanym piłkarzem w klubie Makkabi. Rodzice do 1941 roku prowadzili przy Starowiślnej 18 sklep owocowo-cukierniczy.
- Ja żyję cudami. Urodziłam się w Krakowie, miałam piękną rodzinę. Byłam rozpieszczonym dzieckiem. Chodziłam do szkoły, byłam dobrą uczennicą i miałam zdolności w rysowaniu. I tak mój tatuś, który też był artystą, pisał pięknym gotykiem na szkle, był malarzem szyldowym – jego marzeniem było, że jak Genia dorośnie, pójdzie na Akademię Sztuk Pięknych, nauczyć się malarstwa. Biedaczek nie doczekał… - wspomina Genia.
Eugenia po wojnie została jednak malarką.
Mieczysław Pemper, pierworodny Jakuba i Reginy Pemper, brat Stefana. Wywodził się ze starej krakowskiej rodziny, jedynie babka od strony ojca pochodziła z Wrocławia. Mietek dorastał w duchu trzech kultur – polskiej, niemieckiej i żydowskiej.
Do siódmego roku mieszkał z dziadkami przy Węgierskiej 3. Zarówno dziadek, jak i ojciec zajmowali się handlem artykułami rolnymi. Następnie Pemperowie przenieśli się do mieszkania na Parkową 1.
- W naszej kamienicy mieszkały przede wszystkim rodziny aryjskie; oprócz nas były tylko trzy rodziny żydowskie. Również w mojej klasie Żydzi tworzyli zdecydowaną mniejszość, w związku z czym miałem prawie wyłącznie nieżydowskich kolegów. W szkole uczyłem się bardzo dobrze (…) W późniejszych latach stworzyłem nawet małą niemieckojęzyczną biblioteczkę w gimnazjum. Mniej więcej od 1936 roku wydawałem również gazetkę uczniowską.
Na młodego Mietka duży wpływ miały dwie inskrypcje zamieszczone na krakowskich budynkach. Pierwsza: „Frustrat vivat, qui nemini prodest” („Próżno żyje ten, kto nie pomaga innym”) i druga: „Praestantibus viris negligere virtutem concessum non est” („Ci, którzy przewodzą, niech nigdy nie zapominają o cnocie”).
PO GORSZEJ STRONIE MURU
Dwudziestoletni Mietek wie, że ze względu na problemy zdrowotne nie nadaje się do pracy fizycznej. Postanawia znaleźć zatrudnienie w biurze. Znajomość języków, niemieckiej stenografii oraz umiejętność pisania na maszynie ułatwiają mu otrzymanie posady w gminie żydowskiej. Tam, jako referenta do spraw Judenratu (Rada Żydowska) zajmuje się korespondencją urzędową.
W pracy Mietek spotyka się z różnymi ludźmi. Ma również szansę przyjrzeć się z bliska niemieckiej administracji. Dzięki dostępowi do tajnych informacji, kilkakrotnie ratuje życie członkom rodziny. Ale i on nie unika trudnych wyborów.
- Po długich targach pozwolił mi jednak wypełnić jedną rubrykę. Nie wiedząc kogo mam ratować, wpisałem w nią: „Pemper, Jakub Stefan”. Miałem nadzieję, że w ten sposób uda mi się ocalić przynajmniej jednego z nich. Tak oto załatwiłem ojcu pracę w firmie budowlanej Klug, na ważnym z militarnego punktu widzenia stanowisku. Później w tej samej firmie znalazł zatrudnienie również mój brat.
Rodzina Miriam została najpierw zakwaterowana na Limanowskiego 10, później na Józefińskiej. Tu, w dwupokojowym mieszkaniu przebywało razem około 20 osób. Miriam pamięta, jak bracia jej mamusi w dobrej wierze wyruszyli na poszukiwanie lepszej przyszłości, zostawiając pod ich pieczą dwóch chłopców i małą dziewczynkę. Lepsza przyszłość okazała się obozem w Bełżcu.
Pamięta też, jak zaraz po tym zdarzeniu jej ojciec chciał z całą rodziną popełnić samobójstwo. „Ale mamusia powiedziała, że nie wolno. Że musimy dla tych dzieci, co adoptowaliśmy, musimy jeszcze dalej walczyć”.
Zaraz potem Kirsz Weinfeld wysłał na „aryjskich papierach” Miriam i Izia do Lwowa. Dziewczyna w obcym miejscu czuje się przytłoczona. Stojąc po polskiej części miasta, widzi likwidację lwowskiego getta. Jest przerażona. Tęskni za domem. Kiedy traci kontakt z bratem, wraca do Krakowa.
Inne bolesne wspomnienie - to badania wykonywane przez niemieckich lekarzy.
- Tam się czekało w kolejkach. Oni mierzyli nas, mierzyli nam głowy, ciała, zbierali jakieś zapiski… żeby udowodnić niższość rasy żydowskiej.
Do momentu zmniejszenia getta rodzina Geni mieszkała na ulicy Dąbrówki. Później przeniosła się na Targową 2, gdzie razem z wujostwem zajmowali poddasze. Genia dorabiała nielegalną sprzedażą „Krakauer Zeitung” i „Kuriera”. Dodatkowo znalazła zatrudnienie przy produkcji gaśnic. Jej brat Roman, po powrocie z Lwowa, dzięki znajomemu z Makkabi, otrzymał pracę na Zabłociu w Niemieckiej Fabryce Naczyń Emaliowanych.
Wydarzeniem, które najbardziej zapadło w pamięć Geni, była masowa wywózka Żydów i zachowanie jej matki. Kiedy poinformowała ją, że Niemcy wydali rozkaz stawienia się pod karą śmierci na placu Zgody, upór matki i niedowierzanie Niemcom były tak wielkie, że nie uległa namowom córki, tylko zamknęła ją w wiklinowym koszu na bieliznę. Sama ukryła się pod rupieciami. Przez szpary kosza Genia obserwowała, co działo się na zewnątrz.
- Widziałam o godzinie dwunastej, jak przeganiają Niemcy kobiety z wózkami, z dziećmi, starych, chorych, ludzi kalekich… Strzelają do nich, pryska krew na ulicy. Wszystkie ściany były zalane krwią. W tym dniu zabili tysiące Żydów w getcie, a resztę zebranych na placu Zgody posłali do strasznego obozu śmierci w Bełżcu; i tam ich wszystkich do gazu… Zagazowali i spalili między innymi także rodziców i siostry mojego męża Nahuma Manor.
W PRZEDSIONKU NIEWIADOMEJ
Opowieści z pobytu w obozie płaszowskim są przygnębiające. Nieco lepiej sprawy miały się w filii obozu utworzonej na terenie Fabryki Naczyń Emaliowanych „Emalia”. Tam została zakwaterowana Genia i jej bliscy. Warunki bytowe, w porównaniu z tymi panującymi na terenie głównego obozu, były wręcz luksusowe. Pracownicy fabryki otrzymywali regularne posiłki i mimo nieustannie nadzorującej ich straży, czuli się w miarę bezpiecznie.
Tutaj też Genia poznała swojego przyszłego męża, Nahuma. Gdy dookoła śmierć zbierała żniwo, młodzi chodzili po placu apelowym i rozmawiali o książkach. Z czasem zaczęli trzymać się za ręce, a Nahum opowiadał Geni o gwieździstym niebie. Pewnej nocy wręczał jej wykonany u obozowego stolarza metalowy pierścionek. Dziewczyna z radością przyjęła oświadczyny.
Jednak i Geni nie ominęła tragedia osobista.
- Zamordowali go Niemcy w ’44 roku, kiedy miał 48 lat zaledwie. Zastrzykiem z fenolu w serce i spalili go tam, na tej górce w Płaszowie.
Kalman Lejb nie opuścił Krakowa z resztą rodziny.
Po likwidacji getta, Pemper trafił do biura komendanta obozu pracy przymusowej Płaszów, Amona Goetha. Pracował tam jako tłumacz, kancelista i stenograf.
- Nieustannie, dzień w dzień, miałem więc do czynienia z potwornym mordercą. Nie miałem żadnej możliwości wyzwolenia się z tej sytuacji. Szanse na przeżycie wydawały mi się bliskie zeru. (…) Każdego ranka żegnałem się ze Sternami tak, jakbym udawał się w niebezpieczną podróż, nie wiedząc, czy u jej kresu czeka mnie wytęskniony powrót do domu, kalectwo czy śmierć. Tymczasem w oczach moich współwięźniów był to zaledwie kilkusetmetrowy spacer wiodącą w dół ścieżką do położonego tuż obok obozowej bramy biura komendantury.
Obowiązków w kancelarii było przynajmniej dla dwóch, niestety chętnych brakowało. Mietek miał możliwość wybrania spośród więźniów pomocnika, jednak nie chcąc nikogo narażać na stres pracy z Goethem, starał się samodzielnie podołać zadaniom. Pracował od świtu do nocy i nigdy się nie żalił. Nie chciał też wystawiać na dodatkowe niebezpieczeństwo swoich bliskich.
- Wiedziałem, że ilekroć Goeth zastrzelił lub zamęczył jakiegoś więźnia, wyszukiwał w obozowej kartotece numery wszystkich krewnych swej ofiary, aby również ich zamordować. Przy jakiejś okazji stwierdził: „Nie chcę mieć w obozie niezadowolonych”.
Przez ponad 540 dni stykał się z sadystycznym komendantem, będąc jednocześnie świadkiem napadów jego wściekłości, pijackich libacji i wypaczeń.
- W tym czasie czułem się jak ktoś, kto został skazany na śmierć i wie, że musi umrzeć, lecz nie zna dokładnego terminu egzekucji. Byłem głęboko przekonany, że Goethe pozwoli mi żyć tylko tak długo, jak długo będzie istniał obóz; moje kwalifikacje i moja pełna dyspozycyjność były dla niego bardzo użyteczne.
Dzięki dostępowi do dokumentacji i korespondencji z władzami, Mietek wielokrotnie podejmował próby wpływania na decyzje komendanta, skutkiem których było uchronienie obozu przed likwidacją. Uzyskane informacje przekazywał również w tajemnicy Oskarowi Schindlerowi.
Miriam nie miała tyle szczęścia. Trafiła na teren obozu i została przydzielona razem z innymi więźniarkami do prac fizycznych. Zmagała się z głodem, wycieńczeniem oraz bestialstwem strażników. Tak pamięta obóz:
- Były baraki. Był obóz męski i żeński. Mężczyźni osobno i kobiety osobno. W baraku nawet po kilkaset kobiet upchanych jak towar – jedna koło drugiej, jedna koło drugiej. (…) Nie było tu komór gazowych, nie było tu krematoriów, ale tu wiecznie palono.
Rodzina Weinfeldów, pomimo trudnych warunków panujących w Płaszowie, doczekała października ’44 roku, kiedy to, w związku z nadciągającym frontem wschodnim, zaczęto ewakuować obóz. Pewnego dnia, wśród mężczyzn przeznaczonych do wywózki, Miriam dostrzegła ojca.
Zdążył powiedzieć: „Uważajcie na mamusię”. – Poszedł.
Hirsz trafił do wagonów z napisem Mauthausen - i słuch po nim zaginął.
PO OPUSZCZENIU BRAM PIEKIEŁ
Gehenna Miriam trwała dalej. Trafiła z matką i siostrą do Auschwitz, stamtąd ruszyły w marszu śmierci do Bergen-Belsen. Na miejscu Miriam poważnie się rozchorowała. Kiedy leżała w szpitalu, siostra oznajmiła jej, że nadszedł kres apokalipsy.
Brajdla również doczekała wyzwolenia, lecz po kilku dniach na zawsze zamknęła swoje piękne, niebieskie oczy.
Mietek Pemper i Genia Manor szczęśliwie opuścili Płaszów z ponad tysiącem innych pracowników fabryki Oskara Schindlera. W Brunnlitz doczekali końca pięcioletniej traumy.
W WOLNYM ŚWIECIE
Mietek z rodziną wrócił do Krakowa. Studiował ekonomię i socjologię. Był głównym świadkiem w krakowskim procesie Amona Goetha. W 1958 roku, po śmierci matki, wyjechał z ojcem do Augsburga, gdzie wcześniej osiedlił się jego brat Stefan.
Genia z matką i bratem również wrócili do Krakowa. Genia rozpoczęła naukę grafiki, jednocześnie marząc o wyjeździe do Izraela, gdzie przebywał Nahum.
- W roku 1950 stanęłam na Ziemi Obiecanej i w tydzień później wzięliśmy ślub.
W 1958 roku dołączyli do niej Roman i Chaja.
Miriam przez pewien czas leżała w niemieckim szpitalu obozowym. Następnie wysłano ją do Szwecji, gdzie przez osiem miesięcy dochodziła do zdrowia. Tam spotkała swoją siostrę Relę. Tam też poznała chłopca imieniem Hannah (Leopold) Jakubowicz - węgierskiego Żyda, który jako jedyny z rodziny przetrwał Auschwitz. W 1946 wyjechali razem do Palestyny. Po kilku miesiącach wzięli ślub i przyjęli nazwisko Akavia.
W 1975 roku powstało pierwsze opowiadanie Miriam, w którym opisała dotychczas duszony w sobie koszmar.

SKUTKI ZŁYCH CZASÓW
Miriam:
- W Bergen-Belsen ważyłam 24 kg, jak mnie oswobodzili Anglicy. I wtedy się zmieniło. Niemcy robili ciężkie prace, a Anglicy nas oswobadzali. I wtedy nie chciałam żyć! Nie chciałam żyć! Wynieśli mnie ze stosu trupów i ważyłam 24 kg… i ci Niemcy mówili: „Wir haben nichts gemach, wir sind nicht schulding” („Nie wiedzieliśmy nic, nie jesteśmy winni”). Pomyślałam sobie, ja muszę opowiadać, ja muszę być zdrowa i opowiadać.
Mietek:
- Po powrocie do Krakowa zostałem członkiem Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Tam właśnie dowiedziałem się, że jako były więzień kacetu mogę się ubiegać o pomoc psychologiczną. Ponieważ w tym okresie zmagałem się z głęboką depresją, postanowiłem skorzystać z tej możliwości. (…) Jednak wspomnienia pozostają. Choć sprawiam wrażenie osoby spokojnej i opanowanej i staram się nie myśleć zbyt wiele o przeszłości, do dziś jak żywe stają mi przed oczami niektóre sceny z czasu pobytu w getcie i obozie. Kiedy tylko pojawiają się, przywołane datą, porą roku czy jakąś uwagą, natychmiast staram się od nich uciec. Po tylu latach wciąż nie potrafię znieść ich przerażającego okropieństwa.
Genia nie chce mówić o tym, co było złe. Za to pełna pasji mówi o Oskarze Schindlerze:
- Mówią, że to był Niemiec. To nieważne. On miał serce. On był człowiekiem. Jemu zależało na nas, on nas chciał ratować. I trzeba być człowiekiem dalej, nie patrzeć się skądś ktoś pochodzi. Czy jest Polakiem, czy jest Żydem, nawet czy jest Niemcem. Trzeba być człowiekiem. Trzeba mieć serce dla drugiego.
Na koniec wspomina, że przez całe życie, w tym przez ten najgorszy okres, prowadził ją wiersz Asnyka; i recytuje z pamięci jego zwrotkę:
Nie pomogą próżne żale...
Ból swój niebu trza polecić -
A samemu wciąż wytrwale
Trzeba naprzód iść... i świecić!
ICH OPOWIEŚĆ DZISIAJ
Miriam* i Genia mają kochające się rodziny. Miriam pisze książki nawiązujące do holokaustu i traumy, z jaką zmagała się przez lata. Genia maluje. Jej prace wystawiane były na wielu wystawach. Obie jeżdżą po świecie i opowiadają o czasach, w którym przyszło im dorastać.
Mietek Pemper zmarł w 7 czerwca 2011 roku w Augsburgu w wieku 91 lat. Za życia spotykał się z młodzieżą w niemieckich szkołach. W 2007 roku ukazały się jego wspomnienia zatytułowane: „Prawdziwa historia listy Schindlera”. Głównym przekazem przewijającym się przez wszystkie strony książki, jest obrona życia bez używania przemocy. „Inteligentny opór wobec zła” – to stwierdzenie według Pampera zawiera wszystko, co było dla niego w życiu najważniejsze.
EPILOG
Miriam, Genia i Mietek ograli śmierć - za cenę ciągłego zmagania się z cieniami zdarzeń, ludzi, miejsc. Swoim świadectwem próbują ocalić pamięć tych, którzy zginęli z rąk osób zaślepionych nienawiścią. Próbują też służyć miłości.
- Musi być jakaś kontynuacja – podkreśla Miriam. – Musi być! Jeśli jest teraźniejszość, jeśli jest przyszłość, to musi być też przeszłość. (…) Nie można do niej wracać. Nie można… ale trzeba ją znać. I trzeba ją znać konkretnie. Nie tylko mówić o sześciu milionach – bo to też nie dociera, nie przekonuje. Trzeba mówić o każdym człowieku, trzeba znać imię każdego dziecka… które poszło na zagładę.
Czy uda się o nich nie zapomnieć?![]()
*Miriam odeszła w styczniu 2015 roku.
W tekście przytoczono wypowiedzi Miriam Akavia i Eugenii Manor z wystąpienia podczas finisażu wystawy „Wojna to męska rzecz?” w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa Oddział Fabryka Emalia Oskara Schindlera w dn. 21.04.2012, z opracowania powystawowego o tym samym tytule oraz filmu biograficznego o Miriam Akavia „Nie zapomnieć” Piotra Wejcherta. Wypowiedzi Mietka Pempera w całości pochodzą z książki pt.: „Prawdziwa historia Listy Schindlera”.
![]()
AGNIESZKA WIKTOROWSKA-CHMIELEWSKA
Poetka i dramatopisarka, absolwentka Studium Literacko-Artystycznego na Wydziale Polonistyki UJ w Krakowie. Pisze słuchowiska, piosenki i sztuki dla dzieci. Słuchowiska jej autorstwa (8 odcinków) Historia dla dzieci dostępne są na stronie www.historiadladzieci.pl. Aktualnie powstaje kolejna seria 6 odcinków.
KASIA SURO
Jeździ po świecie w towarzystwie narysowanych przez siebie Szczurów. Ilustruje rozmaite historie, przeważnie zmyślone. Wszędzie gdzie trafi, trenuje brazylijską sztukę Capoeira.