
NUMER 18 (3) CZERWIEC 2016 | "HERA, KOKA, HASZ..."
Zapaliłam, wypaliłam, mogę pisać. Czekałam na moment, chwilę chociaż wolnego, kiedy będę mogła spokojnie zaszyć się z książką. Tę książką, Witkacego, Nikotyną, Alkoholem, Kokainą…. Witkacy mnie zaskoczył, nikogo chyba nie powinno to dziwić, ale! Zaskoczył, bo sądziłam, że z błogością popłynę w opowieści o wszystkich mniej lub bardziej tajemniczych substancjach zakodowanych w jego dziełach. Nie popłynęłam, utknęłam i omal się nie udusiłam.
Jestem tym przypadkiem, który nigdy nie doświadczył na swojej skórze, w nozdrzach, gardle ani żyłach substancji psychoaktywnych. Co więcej, w ogóle mnie do tego nie ciągnie. Ze spokojem znoszę zdziwienie osób, które akurat usłyszą, że tak jest i raczej to się nie zmieni. Nie ruszają mnie stwierdzenia „nigdy nie mów nigdy” czy „może byś wyluzowała”. Może, nie wiem, nie chcę sprawdzać. Pierwszy narkotyk, którym zajął się Witkacy, niestety jednak mnie dotyczy. Nikotyna. Czasem z nią walczę. Częściej jednak słyszę w głowie głos Chandlera Binga, który broniąc się przed argumentami swoich przyjaciół, rzuca z pełnym przekonaniem i nieskrywaną satysfakcją: „Tak naprawdę palenie jest super i dobrze o tym wiecie”. OK, wolałabym być zdrowsza. Wolałabym mniej dyszeć na schodach (chociaż to akurat na pewno kwestia starości i ogólnie nędznej kondycji człowieka przykutego do komputera). Wolałabym wydać przepalaną kasę na kiecki, kino, wakacje, cokolwiek – fakt! Ale antynikotynowa krucjata, hejt wręcz, w wykonaniu Stanisława Ignacego Witkiewicza mnie nie przekonuje.
Przyznaje, że pisał ten rozdział, a przynajmniej jego część w fazie czasowego niepalenia, więc po kilku krótszych i dłuższych próbach rzucenia powinnam zrozumieć poziom jego poirytowania i frustracji. Jednak nie rozumiem. Po kolejnej porcji farmazonów – zwłaszcza tych szowinistycznych – przestałam nawet próbować:
I ten rozum niszczyć systematycznie [przez palenie, oczywiście – przyp. autora], otrzymując w zamian zszarzałą wizję świata, depresję psychiczną i ohydne zdenerwowanie, udające prawdziwą siłę i napięcie! A wy, baby – o rozum może wam nie chodzi tyle co nam, ale o piękną skórę, tak. Otóż wasze zamsze, aksamity, brzoskwinie i alabastry zmieniacie na wyschnięte, brudne, pożółkłe szmaty. Może to wreszcie wam do rozumu przemówi, mimo że na ogół macie go mniej niż my.
Syczy i skwierczy. Ten fragment to popisowa prezentacja stosunku autora do płci przeciwnej, według niego próżnej i głupszej, ale także mała próbka mrocznej wizji tego, co papieros robi z człowiekiem: zatraca w depresyjnych szarościach, odbiera prawdziwy sens życia wraz ze zdolnościami twórczymi i emocjonalnymi.
W tym momencie muszę wspomnieć fantastyczną ironię wszechświata. Wyobraźcie sobie, że czytacie w Nikotynie, Alkoholu, Kokainie… o szarości i beznadziei, w którą wpędzacie się z każdą przerwą na papierosa, każdym papierosem do każdego piwa, każdym buchem, czy jeśli to konieczne – każdym dymkiem. Przerywacie, bo, mimo szczerych chęci, macie dość albo po prostu musicie wyjść na balkon zapalić. Włączacie radio i słyszycie niski głos Iggy’ego Popa mówiącego z ulgą: „Cigarettes and coffee, man, that’s the combination”, tuż po którym wybrzmiewa słodki głos Justyny Święs. Choć tekst Nie słucham nie był najradośniejszy, w tym momencie uśmiech sam wepchnąłby się na usta każdemu palaczowi. Przydymione wspomnienie narkotycznego filmu Jima Jarmuscha (2003)o bezbłędnej i pełnej niepodważalnego uroku kombinacji kawy i papierosów, zatrzymującej na moment postacie owładnięte oparami tytułowych używek, uświadamia, że trzeba być ortodoksyjnym i wojowniczym wrogiem nikotyny, żeby choć przez chwilę nie odpłynąć z tymi bohaterami.
Może za długo już palę, ale wydaje mi się, że zawsze czułam dreszcz zachwytu, patrząc na sceny filmów, szczególnie tych starszych, najlepiej czarno-białych, w których bohaterowie i bohaterki palą. Część z namaszczeniem i niepodważalną klasą, część niepozornie, jakby odpalanie i trzymanie w kąciku ust kolejnego papierosa było czymś tak naturalnym jak mrugnięcie powieki. Niezdrowy, nie-fit, nie-eco, degenerujący wręcz, ale o ile uboższy byłby wizerunek hollywoodzkiej czy nowofalowej gwiazdy bez otępiającego i niszczącego (pewnie to najłagodniejsze epitety jakich użyłby Witkiewicz) nikotynowego atrybutu. To, że Holly Gollightly (Audrey Hepburn) ze Śniadania u Tiffany’ego (Blake Edwards, 1961) poza wielkimi czarnymi okularami przeciwsłonecznymi, perłami, kokiem i czarną suknią po prostu musiała mieć w ręku papierosa zatkniętego w długiej, eleganckiej lufce, wydaje się oczywiste. Poza tym, że zwiększał jej urok o kolejne 100%, papieros dookreślał jej postać i nic innego nie mogłoby go zastąpić. Clark Gable bez cygara w Przeminęło z wiatrem (Victor Fleming, 1939)? Humphrey Bogart bez papierosa w Casablance (Michael Curtiz, 1942) – czy w każdym innym filmie? Nawet przeciwnicy palenia muszą przyznać, że ci aktorzy i ich postaci bez papierosa nie byłyby tymi samymi. Witkacy powiedziałby zapewne, że Bogart czy Gable byli ruiną tego, którymi mogliby być, gdyby nie palili. Koniec końców, wiedząc, jaka choroba odebrała kinu legendarnego Bogie’ego, pod tym względem miałby oczywiście rację. Autorowi Nadobnisi i koczkodanów znacznie wyraźniej chodzi jednak o ruinę psychiczną i umysłową niż tę organiczną. Aktor aktorem, gwiazda gwiazdą – według niektórych nie muszą być najjaśniejszymi intelektami pod słońcem, ale Tolkien, Churchill, Roosevelt, Gombrowicz i tłumy innych słynnych palaczy? Jeśli ich rozumy były ograniczone przez dawkę wchłoniętej nikotyny, to może dobrze, że palili. Dobrze dla naszych kompleksów, niedoskonałości i samooceny.
„Narkotyki potęgują komponentę schizoidalną”. Nie przeczę – jak jest źle, papieros bywa niezbędny. Ale BYWA niezbędny także wtedy, kiedy jest wyjątkowo dobrze albo wyjątkowo normalnie. Sądząc po własnych i cudzych odczuciach, wspominając papierosy manifestacyjnie trzymane w ustach wojujących o własne wyzwolenie kobiet, przywołując obraz Jean-Paula Belmondo palącego szaleńczo i do utraty tchu, myślę, że zapalony papieros może tworzyć iluzję chwilowej wolności, odległej od zapiętej po ostatni guzik i napiętej codzienności. Szczerze wątpię jednak, aby każdy kolejny pet zbliżał mnie do gwałtownych zmian czy rozszczepienia osobowości. Do raka i innych strasznych rzeczy pewnie niestety tak, ale jeśli osobowość schizoidalna oznacza tendencje do izolowania się, wycofywania z kontaktów emocjonalnych i społecznych, to do niej akurat papieros mnie nie zaprowadzi. Nie tylko mnie zresztą, całą chmarę znajomych, którzy na hasło „Ktoś idzie na papierosa?” pospolicie ruszają w stronę wyjścia, balkonu czy innej przestrzeni nienarażającej nikogo na bierne uczestnictwo w nałogu.
Element socjalizujący, drugi po alkoholu, tym jest papieros i czasem nawet przyznaje to tymczasowo niepalący autor Nikotyny, alkoholu, kokainy… i Niemytych dusz, zebranych ostatnio w jednym tomie przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Wydawca lojalnie uprzedza mnie i każdego potencjalnego czytelnika, że część druga wcale nie będzie lekka i przyjemna, bo w niej również Witkacy chce zbawić świat. Oczywiście takie stwierdzenia nie pada wprost, ale już we wstępie do Nikotyny… nie powstrzymał się i odkrył karty, że chce w nieznaczny choćby sposób przyczynić się do walki „z tymi najstraszniejszymi, poza wojną, nędzą i chorobami, wrogami ludzkości”. Gdzie wojna, bieda i zaraza, a gdzie używki?! Są podlejsze zjawiska na tym świecie, nad którymi przeszliśmy do porządku dziennego, jest z czym walczyć i zawsze pewnie będzie.
Witkiewicz mnie nie uleczył, przed chwilą znów byłam na balkonie, aby porozmyślać nad istnieniem. Choć owszem, książkę skończyłam z dwudniowym bólem głowy i wtedy papieros nie smakował mi najlepiej. Może na niektórych Nikotyna, Alkohol, Kokaina, Peyotl, Morfina, Eter + Appendix + Niemyte dusze zadziałają oczyszczająco, może innych rozbawią, niech i tak będzie! We mnie niestety obraz Witkacego z szyframi na jego obrazach nieco kłóci się z postulatem powszechnej, totalnej i absolutnej prohibicji.![]()
NIKOTYNA, ALKOHOL, KOKAINA, PEYOTL, MORFINA, ETER + APPENDIX + NIEMYTE DUSZE
Opracowała Anna Micińska
Państwowy Instytut Wydawniczy
![]()
BARBARA RUDZIŃSKA
Uzależniona - od pracy, kina, kawy i niestety papierosów.
DAWID MALEK
Studiuje projektowanie graficzne na ASP w Katowicach. Zajmuje się głównie ilustracją prasową i książkową.