NINA JANSEN ![]()
Holandia, Królestwo Niderlandów, jest niewielkim państwem w Europie Zachodniej. Od wschodu graniczy z Niemcami, od południa – z Belgią, a północno-zachodnie granice kraju wyznacza wybrzeże Morza Północnego. To sąsiedztwo sprawia, że klimat jest umiarkowany morski, z dość chłodnymi latami i łagodnymi zimami. Częstym zjawiskiem są wiejące znad morza wiatry, mgły i mżawki. Wszystko wygląda jak skąpane w deszczu i powietrzu.
Holenderskie niebo
Niebo szybko zmienia swój wygląd, słońce i chmury wciąż się wymieniają. Sposób, w jaki słońce filtrowane jest przez chmury, wytwarza niesamowity efekt. Niektórzy twierdzą, że jest to spowodowane ogromem wody w powietrzu, co powoduje odbijanie się światła w chmurach. Zdaniem innych zjawisko powodują szare, deszczowe chmury – kiedy przebijają się przez nie promienie słoneczne, odnosi się wrażenie, jakby w tym miejscu wznosił się krajobraz. To niezwykłe zjawisko od wieków przyciąga artystów, pragnących na własne oczy zobaczyć słynne holenderskie światło w chmurach. Znajdująca się w haskim muzeum Panorama Mesadg – nazwana tak od nazwiska autora – to największy obraz przedstawiający holenderskie niebo. Cylindryczny obraz o wymiarach 14m wysokości, 40m średnicy i 130m obwodu jest jedną z największych panoram na świecie, jednak nie tylko rozmiar świadczy o jego niezwykłości.
W kraju posiadającym tyle wodnistych terenów całymi dniami niebo potrafi być szare. Czasem mocno przebija słońce albo całe niebo pokryte jest gwiazdami, by za chwilę znów zasnuć się chmurami. Holenderskie niebo rzadko bywa nudne, zawsze pozostaje w ruchu – ze ścigającymi się chmurami. I właśnie przez to jest tak niezwykłe. Kocham je i uważam, że jest najpiękniejsze na świecie. To moje niebo i nie chcę mieċ innego.
Wodny świat
Mało który kraj jest tak silnie związany z wodą jak Holandia. Leżąc w dorzeczu trzech rzek – Renu, Mozy i Skaldy – nieustannie była narażona na powodzie, zabierające ludzi, ziemię i dobytek. Dzisiejsze ukształtowanie terenu jest zatem w dużej mierze rezultatem nie tylko działania przyrody, lecz także wielowiekowej walki człowieka z wodą. Holendrzy już od dawna osuszają tereny poprzez tworzenie polderów i budowanie grobli, starając się wyrwać wodzie każdy centymetr ziemi. Obecnie osuszanie kraju przebiega według Planu Delta. Od wody uzależniony jest również plan stolicy kraju. Amsterdam położony jest na wysepkach spiętych tysiącem mostów przerzuconych nad licznymi kanałami, co dodaje miastu niepowtarzalnego uroku. Typowym elementem holenderskiego krajobrazu są rozległe pola tulipanów, kwitnące ogrody i wiatraki, które wciąż się kręcą, choć wyłącznie jako atrakcja turystyczna. Dawniej spełniały jednak bardzo ważną rolę: wypompowywały wodę z niżej położonych polderów, aby uzyskaną w ten sposób ziemię można było zagospodarować na nowo. W krajobrazach zachodnio-północnej części kraju lasy, wydmy i piaszczyste plaże. Tutaj też położone jest Morze Wattowe. Dużo czytałam o tym niezwykłym akwenie i w końcu postanowiłam przyjechać tu na wycieczkę, aby na własne oczy zobaczyć ten cud natury.
Spacer po morzu
Morze Wattowe obejmuje południowo-wschodnią część przybrzeżnych terenów Morza Północnego, położone między kontynentem a łańcuchem Wysp Fryzyjskich, od Holandii poprzez Niemcy aż do Danii. Po stronie holenderskiej i niemieckiej Morze Wattowe tworzy cztery rezerwaty biosfery, na tym terenie powstały również parki narodowe, a obszar został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Morze Wattowe, które zaliczane jest do najbardziej unikatowych na świecie terenów, nie jest – mimo tego, co sugeruje nazwa – morzem ani nawet zbiornikiem wodnym, ale równinami, które zalewane są podczas przypływów. Sukcesywnie zamulane i zarastane przez roślinność bagienną, po wysuszeniu stanowią bardzo żyzne gleby nazywane wattami.Pod względem geologicznym Morze Wattowe jest bardzo młodym krajobrazem. Do jego powstania przyczyniło się kilka czynników, m.in. pływy, wyspy powstałe od strony otwartego morza czy umiarkowany klimat. W miejscach między wałem przeciwpowodziowym a linią brzegową powstają łąki halofilne, czyli pokryte roślinnością przystosowaną do słonej wody, a także watty, które stanowią wyjątkowe zjawisko przyrodnicze na świecie. W jednym metrze sześciennym wattu jest więcej biomasy niż w analogicznej ilości gleby tropikalnego lasu deszczowego. Najbliżej brzegu występuje watt iglasty, przechodzi w watt zmieszany na powierzchni z piaskiem, gliną i cząstkami organicznymi, by w końcu zostać zastąpiony wattem piaszczystym. W tym paśmie powstają wydmy.
Nad morzem dominuje księżyc, który dyryguje przypływami i odpływami. Wraz z każdym z nich przenoszone są niezliczone ilości wody morskiej. Piasek i woda piętrzone są z kolei przez wiatr, kreujący dynamiczny krajobraz z wydmami, mieliznami i wyżłobieniami. Pejzaż ten nieustannie się zmienia – natura reżyseruje magiczne spektakle. Mimo ich uroku badacze sugerują, że ruchome wydmy mogą być jedną z przyczyn zmniejszenia się ilości ryb w tym płytkim akwenie. Dlatego od kilku już lat istnieje całkowity zakaz połowów mechanicznych. Możliwe są wyłącznie połowy ręczne i to w ściśle określonych miejscach.
Błotniska Morza Wattowego to świat małży, ostryg i krewetek. Tworzą one kolorowe dywany pokrywające warstwę ciemnego śluzu. Kraby i krewetki zakopują się w piasek, a jesienią opuszczają swoje błotne mieszkania i wędrują na otwarte morze, aby nie zamarznąć. Niektóre z nich nie przeżywają w przypadku dużych upałów i bardzo silnych sztormów. Na pobliskiej plaży są zawsze małże i ślimaki, a czasem setki rozgwiazd wyrzuconych przez wodę.
Rozwija się tutaj nie tylko świat wodny – nad Morzem Wattowym żyje wiele gatunków ptaków. Gdy zaczyna się przypływ ptaki z glębi wattów przylatują coraz bliżej morza. Wymarzone miejsce dla ptaków wędrownych, zwłaszcza wiosną i późną jesienią. Niektóre z nich wykorzystują ten teren jako przystanek podczas migracji lub schronienie podczas zimowania, dla innych jest to miejsce odpoczynku przed dalszym lotem.
Ciekawą atrakcją, zwłaszcza w sezonie, jest rejs po morzu tradycyjnym, ponad stuletnim holenderskim żaglowcem. Ponieważ woda jest płytka, tworzy się specjalne kanały żeglowne. Są one przesuwane, zmieniając swój tor zgodnie z przenoszonym przez prądy morskie piaskiem.
Niczym perły na sznurku pięć Wysp Zachodniofryzyjskich otacza płytkie Morze Wattowe. Podczas odpływu wyłania się dno umożliwiające spacer po osuchach oraz przejście z lądu do pobliskich wysp. Celem naszej wyprawy była wyspa Ameland. Wybierając się na wyspę liczyliśmy właśnie na ten spacer po dnie morza, choć może on być niebezpieczny. Wycieczka po wattach jest ograniczona w czasie, spóźnionych turystów zaczynają ścigać wody przypływowe. Spacery po dnie morza możliwe są jedynie w towarzystwie doświadczonych przewodników, znających zarówno czasy pływów, jak i szlak.

Pierwsza godzina marszu była bardzo trudna; szło się po bruzdach wypełnionych wodą, grzęznęliṡmy w błocie. Przewodnik bacznie nas obserwował i pytał, czy nie chcemy wracać. Byliśmy jednak tak bardzo żądni przygód, że dziarsko kroczyliśmy naprzód. Podczas marszu trzeba być przygotowanym na zapadnięcie w grząskim mule i szybką ewakuację. To trochę taka szkoła przetrwania. Przewodnik ciągle nas przeliczał i sprawdzał, czy kogoś nie wciągnęło muliste dno.
Im dalej od brzegu, tym dno stawało się bardziej piaszczyste. Sprawiało wrażenie dywanu z muszli i planktonu. Po drodze mijaliśmy małże, kraby i ślimaki, pospiesznie chowające się w piasek. Nad naszymi głowami krążyły ogromne stada ptaków, a na pobliskich plażach wylegiwały się foki.
Nasz przewodnik wyławiał z mokrego piasku różne żyjątka, pokazywał i opowiadał nam o nich. Przekonywał nas, że oglądając z bliska życie morza, lepiej zrozumiemy jego piękno. Zachęcał nas także do spróbowania ostryg. Mimo że niektóre z nich można jeść na surowo, nikt z nas nie odważył się ich tknąć. Osobiście nie przepadam za tak radykalnym sposobem zdobywania pożywienia, zwłaszcza że Morze Wattowe powinno w miarę możliwości pozostać rezerwatem natury. Człowiek nie powinien próbować zjadać wszystkiego, co w nim żyje.
Spacer po dnie morza to niesamowite przeżycie. Chodzi się po powierzchni, którą przed chwilą pokrywała woda, pływały statki i jachty. Krajobraz Morza Wattowego to kilometry niczym nieograniczonej przestrzeni: bezkres, cisza i natura. Dla mnie to ekscytujący świat.
Holenderskie niebo rzadko bywa nudne, zawsze pozostaje w ruchu – ze ścigającymi się chmurami.To moje niebo i nie chcę mieć innego.
Wyspa Ameland
Wyspa nie jest duża, liczy około 3,5 tysiąca mieszkańców, ale w wakacyjne weekendy ta liczba zwiększa się prawie dziesięciokrotnie za sprawą turystów. Na campingach oraz plażach bywa tłoczno, ale bez trudu można znaleźć też miejsca, gdzie można cieszyć się spokojem i kontaktem z naturą. Znajdują się tu cztery wioski: Holum, Nes, Buren i Ballum, każda z własną kulturą i przeszłością.
Dawniej wyspiarze utrzymywali się jedynie z wielorybnictwa. Mieszkańcy nadal noszą regionalne stroje i posługują się dialektem. Morskie pływy regulują nie tylko życie zwierząt, ale i sposób funkcjonowania mieszkających tutaj ludzi. Z uwagi na to, że życie na wyspie przebiega w specyficznych warunkach, częstym zjawiskiem są burze oraz niespodziewane powodzie, wyspiarze zostali zmuszeni, by wzdłuż wattów wybudować groble.
Mieliśmy wrażenie, że w tym miejscu czas się zatrzymał – naturalny spokój, cisza i nieskażona przyroda. Rozległe plaże i piękne kąpieliska o(d)znaczone błękitną flagą. Jest to nagroda dla miejsc, które spełniają wysokie standardy w zakresie jakości wód i bezpieczeństwa obiektów; są czyste, posiadają zaplecze sanitarne, ratownictwo i opiekę medyczną. Skorzystaliśmy z rozbudowanych ścieżek rowerowych, by na wypożyczonym sprzęcie zwiedzić wyspę. Duża część wyspy objęta jest ochroną, ponieważ znajdują się tutaj wiekowe domki komandorskie, które w specyficzny sposób opowiadają o historii Ameland w czasach tzw. Złotego Wieku wyspy. Zostały wybudowane w XVII i XVIII stuleciu przez kapitanów statków polujących na wieloryby.
Na końcu wyspy stoi wysoka żeliwna latarnia morska, a jej swiatło o ogromnej mocy sprawia, że jest jedną z najjaśniejszych na świecie. Latarnia otwarta jest dla turystów, ale by wspiąć się na jej szczyt, skąd roztacza się przepiękny widok na wyspę, trzeba pokonać aż 236 schodów. Byliśmy już trochę zmęczeni i zrezygnowaliśmy z tej atrakcji. Usiedliśmy w maleńkiej kawiarence u stóp latarni i posłuchaliśmy opowieści naszego przewodnika o ekspozycji z oryginalnym sprzętem latarników.
Po lecie, gdy odpłyną już turyści, wyspa odkrywa swą mistyczną naturę. Barwy krajobrazu wydmowego rozświetlają się we wszystkich tonacjach żółci, a powietrze i morze dają się podziwiać w niebiesko-zielonych odcieniach. Jesienne zapachy mieszają się z morskim powietrzem. Tworzy to inspirującą atmosferę. Co roku, zwłaszcza w listopadzie, który został nawet nazwany „miesiącem sztuki”, wyspę odwiedzają artyści ze wszystkich stron świata, a Ameland wychodzi im naprzeciw. Mieszkańcy ozdabiają w tym czasie swoją wyspę pracami artystów: obrazami, wyrobami ze szkła, rzeźbami i fotografiami. Także wyspiarskie kościoły zamieniają się w tym czasie w powierznię wystawniczą.
Dzień powoli dobiegał końca i nadszedł czas, by pożegnać Ameland. Wracaliśmy promem i oglądaliśmy zachód słońca. Ostanie promienie powoli zatapiały sie w morzu, odbijały się od wody całą paletą barw i wydawało się, że morze zaczęło płonąć. Widok był tak zjawiskowy, że wręcz nierealny. Mimo że posiadam liczne fotografie z wycieczki, nie uwierzę w to piękno, dopóki znowu nie przejdę suchą stopą po dnie morza i nie spojrzę w holenderskie niebo.![]()
![]()
NINA JANSEN
/ur. 1949/- w Polsce ukończyła studia pedagogiczne i pracowała jako nauczycielka. Do Holandii przyjechała na wakacje i … już została. W szkole holenderskiej nauczyła się języka. Uważa, że Holandia jest na tyle piękna, że nie sposób o niej nie pisać.